Wokół Złotego Podziału narosło wiele mitów i nieporozumień. Z jakiegoś niezrozumiałego powodu pojęcie to, w odniesieniu do kadru fotograficznego jest notorycznie mylone z zasadą trójpodziału. Ten błąd widziałem już kiedyś na fanpage’u pewnego internetowego wydawnictwa fotograficznego, a nawet na fanpage’u jednej ze szkół fotograficznych! W nomenklaturze anglojęzycznej Złoty Podział występuje również w co najmniej paru wersjach. Widywałem go na przykład przypisanego do spirali Fibonnaciego, co może jeszcze nie jest jakimś wielkim grzechem, ale co by nie powiedzieć, zamieszanie wprowadza.

Zacznijmy więc od początku, tj. od Złotej Liczby czyli φ (czyt.: fi). Matematycznie równa się ona 1,6180339887… w większości przypadków określamy ją w przybliżeniu do trzeciego miejsca po przecinku tj. 1,618. φ to matematyczne wyrażenie Złotej Proporcji, zwanej też Boską. Werbalnie Złotą Proporcję określić możemy tak:

W odcinku podzielonym na dwie części zgodnie ze Złotą Proporcją, dłuższa jego część do krótszej będzie pozostawać w takim samym stosunku jak ich suma do dłuższej jego części.

A/B = A+B/A, gdzie A jest częścią dłuższą odcinka a B częścią krótszą.

zloty-podzial-003

Jeśli podzielimy tak kadr w poziomie, później ten podział odbijemy lustrzanie, a potem zrobimy to samo w pionie, otrzymamy taką oto siatkę:

zloty-podzial-002

Powstałe linie nazywamy harmonicznymi, a punkty oczywiście Złotymi Punktami. Całość stosujemy dokładnie na takich samych zasadach jak Trójpodział Kadru.

Oczywiście takie podejście do fotografowania może spotkać się z zarzutem, że kadr jest nie do końca trafny. Dlaczego? Ponieważ króluje Trójpodział, mimo tego, że jest w stosunku do Złotego wtórny, a dokładniej mówiąc jest jego uproszczeniem. Dość łatwo spotkać fotografów, którzy znają Trójpodział, a o Złotym nawet nie słyszeli. Stąd też prawdopodobnie biorą się pomyłki. Ponadto Trójpodział Kadru łatwiej sobie wyobrazić podczas fotografowania, Złoty wymaga już pewnej wprawy i biegłości.

Oczywiście jak każdy z podziałów nie gwarantuje on sukcesu i lepiej go traktować jako pewną podpowiedź, nie receptę. Nie mniej jednak nie są znane w historii przypadki, aby wiedza komuś w czymś kiedyś przeszkodziła.