Idąc tym tropem, pragnę podzielić się kilkoma podpowiedziami dotyczącymi zdjęć wykonanych polaroidem. Od pewnego czasu renesans przeżywają fotograficzne techniki tradycyjne. Techniki zwane czasem szlachetnymi. Pewnie dlatego, że stoją w opozycji do wszechobecnej fotografii cyfrowej.

W fotografii cyfrowej możemy eksperymentować nie gorzej niż wykonując zdjęcia technikami tradycyjnymi. Można także łączyć różne techniki, tradycyjne z cyfrowymi także. Wtedy mówimy o fotografii hybrydowej: np. naświetlamy błonę fotograficzną, wywołujemy, a potem skanujemy kadr i dalej następuje obróbka skanu na komputerze.

http://www.artlimited.net/browse/?tabid=20&cp=13&lg=en

Wróćmy do polaroida, który również wraca do łask. Zdjęcia wykonywane polaroidem nie muszą służyć jedynie pamiątkowemu gadżetowi. Artyści fotograficy docenili także zdjęcia polaroidowe jako kolejne, ciekawe artystyczne medium. Przykładów w internecie nie brakuje.

Możemy jednak wykorzystywać je do kreowania własnych obrazów. Śmiało można powiedzieć, o tworzeniu autorskiego obrazu wykorzystując polaroidy.

Przykład: http://tomasmarecek.viewbook.com/album/polacitiestransfer?p=1#2

Wykonanie od strony technicznej jest proste. Gotowe zdjęcia moczymy we wrzątku (lub bardzo gorącej wodzie) i delikatnie odklejamy, zsuwamy na przygotowane przez nas podłoże. Świetnie nadaje się do tego papier bezkwasowy, np. papier do akwareli. W tym przypadku sami decydujemy o doborze faktury. Może być papier czerpany (jak w wypadku Tomasa Marecka, link powyżej).

Ostrzegam: polaroidowa folia ze zdjęciem bardzo łatwo zawija się na krawędziach i jest na tyle delikatna, że wszelkie ewentualne pęcherzyki powietrza mogące powstać przy przenoszeniu na papier, należy bardzo delikatnie usuwać super miękkim pędzelkiem lub gładkim wałkiem.

Przyznaję się: moja żona ma o jeden pędzelek do makijażu mniej – jest bardzo miękki.
Kilka lat temu, na pewnej wystawie fotograficznej, koleżanka (za podpowiedzią kolegi) wykorzystała polaroidy do autorskiego cyklu (z własną ingerencją w substancję polaroidową).

Cztery zdjęcia polaroidowe zostały z wykorzystaniem gorącej wody – odpowiednio zmarszczone w odpowiednich miejscach (pozostały na oryginalnym podkładzie), tak, że powstały jakby rysy na fotografiach. Prezentowane były cztery w jednej pracy – na jednym obrazie. Pojawia się pytanie – gdzie tutaj stwierdzenie „Polak potrafi”? Pomysł z gorącą wodą, to za mało.

Właśnie dochodzimy do sedna sprawy. Tak jak Wojciech Cejrowski w programie z Madagaskaru opowiadając o genialnym recyclingu wszystkiego, tak i tutaj dopowiem o wykorzystaniu tego, co inni najczęściej wyrzucają.

Po wykonaniu zdjęcia polaroidem, odklejamy „obramowanie” wraz z czarnym podkładem – niby negatywem. Ów podkład jest z jednej strony zaczerniony, z drugiej widzimy lekki zarys obrazu, tego co na zdjęciu. Przykładamy to „coś” do płytki, np. pcv, krawędzie doklejamy taśmą izolacyjną tak, żeby nie odkleiła się pod wpływem wody. Przyklejamy czarnym na zewnątrz (do góry), a zarysem obrazu do płytki.

Następnie rozprowadzamy na czarnej powierzchni np. domestos (chodzi o dopuszczalne do użytku środki lekko żrące, zawierające np. związki sodu). Ja nalewam trochę domestosu i maluję pędzlem po powierzchni.

Wystarczy ok. dwóch minut, widać jak „czerń” rozpuszcza się i i widzimy obraz. Potem dokładnie płuczemy pod bieżącą wodą. Nigdy nie próbowałem płukać gorącą wodą, spłukiwałem letnią.
Suszymy.

polak-potrafi

Otrzymujemy coś w rodzaju negatywu. Skanujemy i otrzymujemy niezwykle ciekawy obraz.
Mamy po prostu drugie, „inne” zdjęcie. To co później, to już tylko sprawa naszej wyobraźni.