Siekierki fotografuję od czterech lat. Są moim ulubionym kawałkiem Warszawy. Takie opuszczone ogródki działkowe, chaszcze i zarośla otaczają większość naszych osiedli i miast. Były wszędzie, gdzie dotychczas mieszkałem: w Kielcach, Chorzowie i Warszawie. Są częścią mojego środowiska naturalnego. Gdyby ich nie było w pobliżu, czułbym się nieswojo.

Uwielbiałem włóczyć się po nich w dzieciństwie spędzonym w Kielcach i wróciłem do nich w 2009 r. w Warszawie. Znalazłem tu piękno, które zachwyca i inspiruje, ale nie zwala z nóg, nie zatyka tchu w piersi i nie obezwładnia. To moja skala i proste tematy: ruch i rytm, kontrast, rozszczepienie światła. Pejzaż znajomy, ale nie do końca poznany. Odrobinę magiczny.

Może ja nigdy nie wyszedłem z tych krzaków, są moim bagażem podręcznym i wędrują razem ze mną z miejsca na miejsce?

Wszystkie prezentowane prace, to fotografie analogowe. Aparaty 6×9: Zeiss Ikon i Fotokor z obiektywem Schneider. Materiałem wyjściowym jest negatyw barwny 6×9, wielokrotnie naświetlany przez filtry selektywne R, G, B. Obróbka cyfrowa ograniczyła się do skanowania negatywu i korekcji barwnej.

zdj.:02 i 03 to trzciny na wietrze, wielokrotna ekspozycja przez filtry selektywne R, G, B

zdj.: 05 i 06 to połączenie długiego czasu naświetlania i kilkunastu błysków lampą błyskową przez filtry barwne.

zdj.: 13, 14, 19, 19a i 28 to warianty wielokrotnych ekspozycji.

Łączy je to, że przy kolejnych naświetlaniach zmieniałem ostrość (pierwszy plan, drugi, tło).

Efekt uboczny wynikający z zastosowania tego zabiegu, to “skokowy zoom” – zdj.: 13, 19a i 28.

Czasem, naświetlając osobno pierwszy plan i tło, wprowadzałem różną korekcję barwną (za pomocą innych zestawów filtrów) – zdj.: 13, 14, 19 i 28.