Uciekinier z Europy ze zdolnościami paranormalnymi. Takimi dziwnymi słowami pozwolę sobie zacząć tę krótką historie na temat Weegee’ego i jego fotografii.

Atrhur Fellig, pseudonim Weegee urodził się 12 czerwca 1899 w Złoczowie. Gdy miał 10 lat jego rodzina uciekła przed prześladowaniami ze strony antysemitów do Nowego Jorku. Na początku swojej przygody z fotografią pracował dorywczo jako pomocnik u komercyjnych fotografów, potem jako technik w ciemni. To były wdzięczne czasy na to by pracować w zawodzie związanym z fotografią. W wieku 36 lat stał się niezależnym fotografem i sprzedawał zdjęcia gazetom. Potem założył sobie, że będzie podsłuchiwał rozmowy policyjne by być zawsze pierwszym na miejscach zbrodni.

weegee

To były mocne materiały dzięki, którym wypłynął na łamy poważnych tytułów. Po pewnym czasie ścigania się z policją, Weegee został również dziennikarzem i dostał oficjalne pozwolenie jako jeden z nielicznych na wgląd do rozmów policyjnych. Wtedy zaczął być po prostu wszędzie.

Żartowano z niego, że ma zdolności paranormalne ponieważ zawsze kręcił się blisko miejsc zbrodni. Fotograf ulicy, który nigdy nie śpi, wyczekuję, szuka. Był bywalcem slumsów Nowego Jorku i często towarzyszył bandytom i ludziom mafii. Człowiek z kamerą wielkoformatową, lampą i ciemnią w bagażniku auta to fotoreporter tamtych czasów. Fellig fotografował głównie nocą i musiał używać lampy, która nie tylko doświetlała kadr, ale nadawała punktowej surowości i klimatu zdjęciu. Błyskiem lampy rozbierał i obnażał to miasto. W 1945 był już wysoko cenionym fotoreporterem i wiele jego fotografii doczekało się wystaw. Choć jego fotografia była surowa, rzemieślnicza, dziennikarska i przesiąknięta przemocą to jednak odróżniała się od innych w tej tematyce. Nie będę tutaj opisywał i wnikał w szczegóły biografii tego pana ponieważ jest to dość znana postać w świecie fotografii i pewnie nie jeden blog poświęcił mnóstwo zdań by przedstawić jego życie. Przyjrzymy się wybranym zdjęciom i poszukamy czegoś więcej niż materiału dla gazety z miejsca zbrodni.

Truposz z…
Weegee-Arthur-Felling-32

Ta fotografia jak na dokumentację typowego miejsca zbrodni jest pod względami technicznymi jak i kompozycji kadru wzorowa, a przecież Arthur tak naprawdę fotografował bardzo emocjonalnie, nie zważając na zasady fotografii i sztuki. W końcu to była jego praca, a on sam nie miał wyuczonego zawodu fotografa. Mimo to możemy tutaj zauważyć jak naturalnym zjawiskiem jest poprawne kadrowanie nawet podczas takiej specyficznej pracy, a to świadczy o talencie oraz sposobie w jaki patrzy operator kamery. To jest dziwne zdjęcie, a wszystko co dziwne wywołuje we mnie ciekawość, zachwyt i chęć zrozumienia, odkrywania. Często jednak nie jest nam dane zrozumieć, pojąć wszystkiego na temat oglądanej fotografii i to też jest piękne. Wtedy po latach możemy wrócić do tego czy innego zdjęcia i ciągle odczuwać pierwotne emocje. Truposz z kierownicą w dłoni, przejeżdżające samochody i latarnia, która jakoś kojarzy mi się z wagą, symbolem sprawiedliwości. Ta kierownica w dłoni ofiary to chyba jednak nie kierownica, może to kołpak? Przecież on nic nie trzyma, fotografia kłamie, oszukuję. Nie mam niestety dostępu do lepszej jakości skanu, a szukać informacji na ten temat nie chcę. Zostajemy sam na sam z tą fotografią, z tym przedmiotem i człowiekiem. Nie wiem tak na prawdę co leży koło truposza i oprócz innych walorów tej fotografii, o których pisałem powyżej to właśnie ta rzecz sprawia, że będę do niej wracał i nawet jeżeli to będzie kierownica, kołpak czy inna rzecz to właśnie ta rzecz jest dla mnie „punctum” tej fotografii, może dla was również?

Śmierć to sztuka

arthur-fellig-weegee-crime-scene-03

To zdjęcie to jedno z moich ulubionych, choć forma wypowiedzi względem fotografii typu lubię, fajna czy ulubiona zawsze wprawia mnie w niesmak. Lubić to można ciasto, a fajna może być dziewczyna, ale skupmy się na zdjęciu, a nie na moich problemach.

Jak w tamtych czasach bywało warunki, pracy z tak dużym instrumentem fotograficznym jakim była kamera 4×5 cala to nie był mały wysiłek, a uwiecznienie takiego kadru przez Weegee’ego jest po prostu czymś genialnym. Ci ludzie leżą w taki sposób jakby grali, jakby ta fotografia była aktorską inscenizacją. To jedna z tych fotografii, które mówią o tym, że rzeczywistość bywa bardziej niesamowita niż fikcja. Ułożenie nóg, rąk i detale jak kapelusz, śmieci, to z jednej strony znowu fotografia dowodowa miejsca zbrodni bo z taką mamy tu do czynienia, a z drugiej strony typowo fotograficznej to niesamowita kompozycja stworzona przez życie i śmierć w tym wypadku. Arthur kadruje i używa lampy w sposób, który znowu punktuje, podkreśla, obnaża w żaden sposób nie niszczy, nie oślepia. Patrzę na tę fotografie z perspektywy „światła boskiego”, którym jest lampa błyskowa aparatu i widzę leżącego, zmęczonego i myślącego mężczyznę, a obok jego pijanego kompana, który wygodnie zasnął pod ręką towarzysza. Widzę to tak, jakby stał na szczudłach bo przecież w kadrze mamy trzy przedmioty, które je przypominają. Ta fotografia się mną bawi, okłamuje i dlatego ja „lubię”. Mogę zobaczyć w niej to co jest prawdą, relacją, ale i dużo więcej. Śmierć bywa niezwykła, dziwna, niesamowita i dlatego obraz przedstawiający ją potrafi być czymś więcej, potrafi być sztuką.

Cola jest wszędzie
200666_Weegee_b

Chyba jedno z bardziej popularnych zdjęć Arthura Fellig’a. Myślę, że każdy kto spojrzy zobaczy najpierw logo znanej marki, która nakłania do picia. Prosta fotografia i kompozycja, którą oferuje życie gdy się chodzi, szuka i przebywa. Prosta i genialna w swoim przekazie. Nieprzekombinowane rzeczy bywają najlepsze. Nie posiadam prawdziwych, potwierdzonych informacji na temat tego zdjęcia, ale to jedno z tych, które zadają nam pytania. Upił się, śpi czy nie żyję, a może cola mu zaszkodziła? Bez względu na odpowiedzi, tego pana na zdjęciu na pewno już nie ma, a cola jest, była i pewnie długo jeszcze będzie. To też nadaje pewnej symboliki i mówi o tym, że człowiek jest słaby, kruchy, a jego życie to tylko chwila. Żyją tylko pieniądze, marki, przedmioty, a my umieramy. Nie wierzę w to, że uda mi się przeżyć coca colę, że zbankrutuje i przeżyję logo, które jest znane na całym świecie. Jak jedno zdjęcie może skłonić do refleksji prawda?

Radość życia

96.90.17_weegee_imageprimacy_v1_compressed_628

To takie jedno z wielu zdjęć, które powstają podczas fotoreportażu na miejscu zbrodni. To nie jest klasyczna fotografia policyjna, techniczna, tylko reportażowa. Jest to zapewne jedna z wielu klatek, które tam powstały, ale ta jest naprawdę wyjątkowa z wielu powodów. Osobiście bardzo do mnie trafia fotografia uliczna, właśnie reportażowa, w której możemy zatrzymać bardzo dużo informacji nawet w jednym ujęciu. Tak jest też z tą fotografią. Co widzimy?

Policjanci zajmują się zwłokami, są gapie, scena jak każda w takim wypadku. Ale wystarczy bardziej się wpatrzyć i zobaczyć, a zwłaszcza odczytać. Bo fotografię w pewnym sensie się czyta, a w tym przypadku nawet dosłownie wypadałoby to zrobić. Na pierwszy rzut oka, nie tyle przyciąga mnie miejsce gdzie leżą zwłoki, bo to jest jakby wpisane w ogół tego obrazka, ale człowiek z lewej strony, który ma kontakt z fotografem. Ma przedziwny uśmieszek i spojrzenie, takie podstępne, cwane. Czy fotograf i ten człowiek się znali, a może to jakiś gangster, a nawet sprawca tego całego zamieszania, który napawa się swoim czynem? Radość życia (Joy of living) taki napis widnieje na tablicy kinowej, grali tej nocy taki film. Człowiek leżący na chodniku i tytuł filmu. Co za niefart. A może ten pan w kapeluszu chciał swoją miną twarzy oznajmić to samo o czym mówi tytuł filmu? Te kilka elementów tworzy tę fotografię. Nigdy nie będzie ona tylko dokumentem z danego wydarzenia.