Do doliny Selškiej Sory po raz pierwszy trafiłem kilkanaście lat temu poszukując śladów Tadeusza Sadowskiego ps. Tomo – bohaterskiego partyzanta, który połączył historię Polski i Słowenii. Nie miałem wtedy pojęcia, że wiele lat później będę często przejeżdżał obok niepozornego grobu Tadka i jego towarzyszy, w drodze na najpiękniejszy punkt widokowy Słowenii, a nazwisko innych, współczesnych już mieszkańców tej pięknej doliny będzie znane wszystkim Polakom.

Tadeusz Sadowski urodził się w 1922 roku na skraju Karpatów, we wsi Babica nad Wadowicami. Został wysłany na roboty przymusowe na Śląsk, skąd skierowano go do kamieniołomu w karynckim Mallnitz, gdzie został aresztowany za działania sabotażowe. Podczas transportu do owianego złą sławą więzienia w Begunjach udało mu się uciec i korzystając z dobrej znajomości języka niemieckiego zatrudnił się w parowozowni w Villach. Spotkał tam Słoweńców zaangażowanych w ruch oporu, którzy powiązali go z batalionem im. Ivana Cankara komunistycznej Narodowo-Wyzwoleńczej Armii Jugosławii, operującym na południowym –wschodzie Alp Julijskich. Tadek bardzo szybko zyskał uznanie słoweńskich towarzyszy broni i dzięki polskiej brawurze trafił do elitarnego oddziału dywersyjnego. Przeprowadził udaną akcję zniszczenia stacji pomp w kopalni rtęci w Idrii oraz wysadzenia w powietrze niemieckich składów paliwa w jaskini Postojna. W 1944 roku góry pomiędzy doliną Selškiej i Poljanskiej Sory były w dużej mierze kontrolowane przez komunistycznych partyzantów, zaś Niemcy przeprowadzali od czasu do czasu krwawe akcje odwetowe, pacyfikując ludność cywilną we wsiach. Dlatego ważnym zadaniem było przerwanie szlaku komunikacyjnego wiodącego doliną rzeki, dzięki któremu okupant mógł przerzucać żołnierzy i ciężki sprzęt. Zniszczenie strategicznego mostu w Praprotnem było ostatnim zadaniem Sadowskiego, który wraz z dwoma słoweńskimi towarzyszami padł rażony kulą niemieckiego wartownika, wystrzeloną z istniejącego do dziś bunkru na przyczółku mostu. Tadek został pochowany na łące nad Sorą we wsi Spodnja Luša (46.195983, 14.252719), a szkoła w sąsiedniej Bukovicy nosi imię polsko-słoweńskiego bohatera.

Przepraszam za ten przydługi wstęp krajoznawczy, ale najmodniejsza obecnie miejscówka fotograficzna w Słowenii – kościół św. Tomasza w osiedlu Sveti Tomaž – kojarzy mi się właśnie z Tadkiem.

Malownicze góry i przysiółki na zachód od Škofjej Loki, pięknego miasteczka biskupów z bawarskiego Freisingu, przyciągnęły uwagę miejscowych impresjonistów. Dzięki ich pracom rejon ten zyskał miano archetypu słoweńskiego krajobrazu wiejskiego. Najbardziej zasłużonym malarzem był pochodzący właśnie z doliny Selškiej Sory Ivan Grohar, będący niezwykle barwną postacią (m. in. dwa wyroki więzienia: za dezercję i defraudację). Na jego płótnach zobaczyć możemy oniryczne krajobrazy pełne charakterystycznych dla okolicy stelaży do suszenia siana – kozolców i toplarów, pięknie wkomponowane w pejzaż górskie osiedla, panoramy pełnej średniowiecznego charme’u Škofjej Loki, gdzie miał pracownię, czy też sceny rodzajowe z życia okolicy. Symboliczna postać siewcy z jego najbardziej znanego obrazu Sejalec (pol. Siewca, 1907, Galeria Narodowa w Lublanie ) trafiła nawet na rewers słoweńskiej pięciocentówki.

O ile mi wiadomo Grohar nigdy nie odwiedził ze sztalugą przysiółka Rantovše, skąd rozpościera się prawdopodobnie najpiękniejsza panorama górska w Słowenii. Pod wspaniałą kulisą najwyższej części Alp Kamnicko-Sawińskich (Grintovec, 2558 m n.p.m.) ciągną się zalesione grzbiety przyozdobione niewielkimi osiedlami Križnej gory i Lavtarskiego vrhu. Na najbliższym paśmie przycupnął zaś malutki przysiółek Sveti Tomaž, który wziął swoją nazwę od kościółka o prostej bryle, położonego na niewielkim wzniesieniu nad wsią. O uroku tego kadru decyduje wieloplanowość, podkreślana często przez delikatne mgły w dolinach oraz potężny kontrast pomiędzy brutalnością skalistego pasma Grintowców i sielską łagodnością lesistych grzbietów na pierwszym i środkowym planie. Ale to właśnie sylwetka kościoła jest elementem spinającym krajobraz w definicję Słowenii: krainy zawieszonej pomiędzy majestatyczną dynamiką Alp i spokojem średniogórskiego krajobrazu, gdzie właściwie wszędzie znaleźć możemy wybudowane na wzgórzach światynie i gdzie bardzo wysoko dotarły ludzkie sadyby, które wspaniale dopełniają piękna pejzażu.

Trafiłem na Rantovše jako jeden z pierwszych dwóch-trzech fotografów jesienią 2014 roku. Kilka udanych zdjęć nagrodzonych na konkursach i opublikowanych w różnych miejscach sprawiło, że w jakiś sposób przyczyniłem się do popularyzacji tego miejsca dzieląc się z innymi koordynatami i przywożąc tu wielu dobrych fotografów ze Słowenii i zagranicy oraz grupy warsztatowe.

Na miejscówke (46.174642, 14.227936), położoną na górnym skraju łąki, dwieście metrów na południe od zabudowań osiedla Rantovše, dostaniemy się wąską drogą asfaltową z leżącego w bocznej dolinie centrum wsi Spodnja Luša (skręt oznaczony tablicą „Rantovše”). Znajduje się tu skład drewna, gdzie mogą zaparkować dwa-trzy auta. Ciekawe kadry rozciągają się wzdłuż drogi na przestrzeni ponad stu metrów, dlatego nawet gdy napotkamy tu wcale częste grupy warsztatowe, ze znalezieniem miejsca na stojak nie powinno być problemu.

Najlepszym okresem jest czas od jesieni do wczesnej wiosny, kiedy to słońce wschodzące daleko na prawej stronie zachowuje się przez chwilę jak teatralny reflektor. Kilkanaście minut po wschodzie promienie pojawiają się na kościele i stopniowo oświetlają przysiółek. W tym okresie istnieją też największe szanse na inwersyjne mgły w dolinach, dzięki którym podkreślona zostanie wieloplanowość tego fascynującego kadru. Wtedy też możemy trafić na korzystną kolorystykę związaną z pastelowymi kolorami jesiennych liści lub pokryciem pejzażu przez szadź lub śnieg. Warto też odwiedzić Rantovše po południu w jesienno-zimowym czasie w bezchmurne dni. Często tuż po zachodzie słońca na niebie zobaczyć można Pas Wenus – różowo zabarwione niebo przechodzące stopniowo w niebieski cień Ziemi tuż nad horyzontem oraz związaną z nim alpejską poświatę (niem. Alpenglühen) na zaśnieżonych skałach Alp Kamnickich. Zjawiska te dodadzą naszym kadrom niezwykłej kolorystyki. Fotografowanie wschodów w lecie jest utrudnione ze względu na ciężką do opanowania rozpiętość tonalną, którą wywołuje wschodzące w kadrze słońce.

Letnią porą gorąco polecam sąsiednią miejscówkę (46.173853, 14.235199) gdzie słońce nie doskwiera, a którą warto odwiedzić również w sezonie jesienno-wiosennym. Dojedziemy tam drogą gruntową, a fotorgafować będziemy z drogi nad wyrębem lub też z rzadkiego choć stromego lasu tuż ponad nią. W panoramie zmienia się jedynie ostatni plan: zamiast zębatej grani pasma Grintovca pojawia się malownicza piramida Storžiča (2132 m n.p.m.), leżącego również w Alpach Kamnickich i znanego już z opisywanej na łamach Fototekstury miejscówki na Jamniku.

A co mają wspólnego z partyzantką i fotografią bracia Prevc? Ano niewiele, oprócz tego, że pochodzą z doliny Selškiej Sory, a konkretnie z oddalonej od Rantovš o pięć kilometrów w linii prostej osady Dolenja vas. Nic więc dziwnego, że chłopaki patrzą tu na nas szczególnie często z bilbordów namawiając do założenia konta w banku, kupna samochodu lub też na prozaicznego hamburgera albo zamówienia mebli w zakładzie stolarskim taty Prevca.