Jakże inspirujące mogą być social media wyposażone w fora dyskusyjne! Od dłuższego czasu jestem członkiem jednej z takich grup. W założeniu mają to być grupy wzajemnego wsparcia. Niestety w praktyce bywają wirtualnym miejscem do rozładowania wszelkiej maści kompleksów, które są chyba najbardziej widoczne u tzw. sprzęciarzy, czy fotografów sesyjno-ślubnych.

Nie da się ukryć, żyjemy w czasach, gdzie każdy chce zarobić. Dla niektórych, fotografia jest sposobem na utrzymanie i przeżycie, więc konkurencję należy wygryźć, zdewaluować, a w wyścigu po pieniądz trzeba rozpychać się łokciami. Jeśli można przy tym kogoś wirtualnie obsmarować bez patrzenia mu w oczy… tym lepiej. Na szczęście, nie każdy ma takie podejście. W intrygującej mnie grupie znaleźć można ludzi autentycznie bezinteresownych i pomocnych, których frustraci ze stron typu XXX śmieszą. Sporym nadużyciem i krzywdą byłoby stwierdzenie, że są to przypadki w takich grupach odosobnione.

fot-Pietro-Masturzo-Wlochy-Women-shouting-on-a-rooftop-in-protest-to-the-presidential-election-results-Tehran-Iran-24-June

Zastanawia mnie coraz powszechniejsze przeświadczenie zakładające, że o poziomie fotografa świadczy przede wszystkim jego aparat. Wielokrotnie spotykałem się z twierdzeniami, że tanim aparatem nie można zrobić dobrego zdjęcia i aby być fachowcem, należy mieć sprzęt z najwyższej półki, arsenał najdroższych szkieł oraz ostatnią wersję Lightrooma czy Photoshopa. To pewnego rodzaju licencja na bycie profesjonalistą lub po prostu dobrym fotografem.

Licencje mają jednak to do siebie, że trzeba je aktualizować, ponieważ w przeciwnym razie wygasną. Należy wciąż kupować, by w oczach innych nie zostać zdegradowanym do rangi partacza. Wielkie koncerny mają powód do zadowolenia, bo wtedy jest popyt na nowinki. Trzeba się więc ścigać w podaży by utrzymać się na rynku. Nic tylko zacierać ręce i wypuszczać kolejny korpus, który będzie miał kilka pikseli więcej w stosunku do poprzedniego modelu.

Tym sposobem dochodzimy do powszechnego przekonania, że zdjęcie robi nie człowiek, lecz aparat. Może nie powinien dziwić nas przeciętny Kowalski, który wchodząc do sklepu pyta „Panie, a ten aparat to dobre zdjęcia robi?”, ale ktoś kto zajmuje się tym zawodowo powinien  wiedzieć, że jest dokładnie na odwrót. Z drugiej strony, klient to nasz pan, który ma coraz większe wymagania. Jakość jest czymś ważnym, choć do końca nie rozumiem po co kupować drogi aparat, skoro wydruki większych formatów praktycznie nie są wykonywane.

Coraz mniej osób chce dziś mieć zdjęcia w fizyczno-materialnej formie.

Często okazuje się, że na forach dyskusyjnych, o których wspomniałem na początku fakt, że dana osoba wykonuje niekiedy zdjęcia na mikrofilmie, dyskwalifikuje. Posiadacze aparatów wielkoformatowych są w pewnym sensie z automatu bardziej profesjonalni. Nie ważne przy tym, czy “osobnik” wychylający się poza ten “ekskluzywny” nawias, miał okazję zaprezentować swoje prace, czy nie.

Tym samym dojść można do wniosku, że fiksacja na tle coraz to lepszego sprzętu nie jest jedynie domeną producentów. W ten szablon wpisują się również użytkownicy.

Fotografia jest sztuką wizualną i forma jest w niej bardzo ważna – to oczywisty fakt. Ale czy najważniejsza? Ile sztuki jest w sztuce wizualnej, gdy skoncentrujemy się na samej formie? Gdzie leży granica między rzemiosłem, a sztuką? Co wiąże jedno z drugim? Czy dominującą dziś fotografię komercyjno-usługową można tak po prostu oddzielić od fotografii artystycznej?

I co najważniejsze: Czy można zrobić dziś „dobre zdjęcie” Zenitem, Lubitelem czy Druhem?

Czy można zrobić dobre zdjęcie telefonem, czyli takie, które wygrało 53 edycję World Press Photo.

fot. Pietro Masturzo, Włochy, Women shouting on a rooftop in protest to the presidential election results, Tehran, Iran

English version will soon be available.