Dwa tak różne obrazy, pierwszy z nich autorstwa Dariusza Bruhnke drugi Piotra Wladyki
Co czuję, kiedy oglądam te dwie fotografie? Pierwsza to spokój i zainteresowanie dziewczynki tym, co robi siedząca kobieta po lewej stronie można zakładać, że jest jej matką. Prozaiczny obraz życia pięknie uchwycony, dlatego ponadczasowy, czy to umieszczony w zamierzchłej przeszłości, czy też przyszłości pozostanie taki sam.

_MG_0027eefot. Dariusz Bruhnke

Tym, co ulegnie zmianie będą sprzęty, którymi są otoczone obie postacie. Ta praca jest pełna harmonii wszystko tu do siebie pasuje nic nie krzyczy, dlatego moim zdaniem zasługuje na szczególną uwagę. Jest pracą skończoną, taką, która zamyka pewną historię jednym zdjęciem. To wygląda tak jak bym oglądał Alicje po drugiej stronie lustra jest pełne magii poprzez naturalność. Potrafi przenieść mnie w zupełnie inny świat, jakże różny od prac państwa Ciesielskich. Prac, które bardzo mi się podobają. Stanowiących uzupełnienie, dla pracy pana Bruhnke, tu link zainteresowanych http://people.qpixels.com/ Dobitnie pokazuje, w jaki sposób wychowywać dzieci.

Tutaj ta młoda osoba poprzez swoje zainteresowanie jest czynnym uczestnikiem życia tej rodziny. W ten sposób dając ogromną siłę tej pracy. Uważam, że warto pielęgnować wrażliwość dzięki utrzymaniu bardzo bliskiego kontaktu. Ta fotografia właśnie o tym opowiada. Warto tu dodać, że zdjęcie powinno się znaleźć w podręczniku pierwszoklasisty lub przedszkolaka tylko po to żeby kształtować właściwy sposób postrzegania życia.

Druga fotografia sprawiła mi sporo kłopotu, wywołując w pierwszej chwili bardzo negatywne emocje. Zacznijmy od tego, że jakiekolwiek obrazy, które oglądamy mają potężny wpływ na kształtowanie naszego postrzegania świata, a co za tym idzie budowania otaczającej nas rzeczywistości, bo tak naprawdę to my sami ją kreujemy w oparciu o odbierane bodźce.

Przykładem może być reklama wizualna. Tyle tytułem wstępu. Tak jak wcześniej wspomniałem oglądane obrazy zapadają w pamięć, nad większością z nich przechodzimy do porządku dziennego są jednak takie, które powracają. W moim przypadku wróciły właśnie te dwie prace, dlatego też poprosiłem autorów o zgodę na ich recenzowanie i publikację.

„Krzyk rozpaczy”- tak zatytułowałbym fotografię mężczyzny przebranego w jakiś dziwny strój jednoznacznie kojarzący się z Paradą Miłości, jeśli ujrzałbym kobietę o oliwkowej cerze w takim stroju pomyślałbym, że jest to jakaś migawka z zabawy karnawałowej zapewne w Rio i przeszedł nad tym do porządku dziennego.

Dziwne, Parada Miłości, a zdjęcie przedstawia w moim odczuciu dramat człowieka rozpaczliwie jej poszukującego. Zataczającego się w jakimś obłędnym tańcu, próbującego manifestować jakąś odmienność domagając się akceptacji, ten dramatyzm uwydatnia szklanka z brązowym napojem, kolorem przypominającym piwo. Czy uśmiech na twarzy jest grą? Czy to ostatnia deska ratunku? Czy to wewnętrzne wołanie o pomoc?

_MG_5701fot. Piotr Wladyka
Jak już wspomniałem negatywne emocje prezentowane na tej fotografii wzięły się z braku poszanowania wartości, w jakich zostałem wychowany. Dlaczego zatem ten obraz powraca?

Humanizm nakazuje pochylić się nad tym człowiekiem, ponieważ zasługuje on na szacunek, współczucie i zrozumienie tak samo jak ja czy Ty. Czy milczenie gapiów obserwujących to wydarzenie nie jest niemym przyzwoleniem na powolną śmierć ludzkości?

Z tym pytaniem zostawiam Cię, drogi Czytelniku. Moja fascynacja obrazem nie wzięła się przypadkowo odkąd pamiętam budowałem wizje we własnych myślach. Jako małe dziecko słuchając bajek czytanych przez mamę i babcię, później czytając sam ocierając się o literaturę SF, Sienkiewicza, Balzaka czy Boccaccia.

To sprawia, że dzisiaj jako dojrzały człowiek oglądając zdjęcia staram się doszukać jakiegoś głębszego sensu w tym, co chciał zaprezentować fotograf w chwili kiedy naciskał spust migawki.

Kto mnie inspiruje: Adam Mroczek- prostota wypowiedzi literackiej, Tomasz Tomaszewski- kultura języka, Konstantin Smirnov – światło w obrazie, jestem pod ogromnym wrażeniem prac, a raczej techniki Hengiki Koentioro. Ale o tym następnym razem.

okładka: shutterstock