Często sięgam po dawno nieczytane książki, albumy i fotografie, które kiedyś wywarły na mnie duże wrażenie i zachowały się w pamięci. Tak było i tym razem, gdy przeglądałem po raz kolejny album Wojciecha Zawadzkiego pt. „100 fotografii”. Takie powroty są dla mnie nadal bardzo edukacyjne, widzę zawsze więcej i dlatego chciałem podzielić się uwagami na temat fotografii Zawadzkiego jak i fotografii dokumentalnej.

Cofnijmy się do 1932 roku do Stanów Zjednoczonych, kiedy to powstaje grupa F64, w której skład miedzy innymi wchodziły takie osoby jak Edward Weston czy Ansel Adams. Członkowie tej grupy byli jednymi z pionierów, którzy kształtowali formę fotografii dokumentalnej, która miała być idealnym, prostym, odzwierciedleniem rzeczywistości. Proste kadry z perspektywy patrzącego człowieka o bardzo dużej głębi ostrości. Czysta fotografia zatrzymująca realizm. W Polskiej fotografii dokumentalnej również znajdziemy cechy przejęte zza oceanu oraz dostrzeżemy wpływy czechosłowackiej tradycji modernizmu. W latach 80 bazując na wyżej wspomnianych tradycjach czy nawet książce „Ciało sztuki” Antoniego Moniuszki powstał nurt w Polskiej fotografii pod nazwą „Fotografia elementarna”, o którym było głośno i to nie tylko przez nie tak dawne wywiady z Zawadzkim i Konopką. Nurt ten łączył rzetelność, konsekwencje rejestrowania obrazu tradycyjnymi sposobami, nacisk na odwzorowanie rzeczywistości, ale i namaszczony był osobistymi emocjami autora, który po przez swój punkt widzenia oraz wrażliwość na otoczenie wytwarza energię, która zmienia zwykły dokument w coś więcej. To coś więcej często nazywane jest „poetyką dokumentu”. Takie przybliżone cechy można odczytać choćby z publikacji „100 fotografii”. Czym jeszcze była „fotografia elementarna” dla twórców tego nurtu? Na pewno dyscypliną i konsekwencją, wiernością klasycznemu warsztatowi, czystym dokumentem bez żadnych zabiegów i manipulacji. Czarne ramki na odbitce, ramki negatywu to według założeń tego nurtu ważna estetyka, która podkreśla czystość, autentyczność obrazu w całym kadrze. „Medialna czystość”, margines pełnego kadru, jako znak wierności, bezpośredniości. Oprócz tych aspektów ważne jest to, aby umieć dostrzegać więcej, aby właśnie uzupełniać ten proces tworzenia samym sobą. Tworząc dokument emocjonalnie nadaje się temu obrazowi, który przedstawia proste, zwykłe rzeczy, wspomnianej wyżej „poetyki”. Te fotografie są tak „czyste i proste”, ale jednak zmuszają do wczytywania się w nie, nie są tylko „płaskim dokumentem”. Mówią więcej, poruszając naszą oraz autora rzeczywistość, pozwalają dotknąć miejsce i czas jak podkreśla Zawadzki.

Można bez końca polemizować czy zasady cechujące ten nurt, który z czasem się rozgałęził mają większe czy mniejsze znaczenie dla fotograficznej sztuki i jej odbioru? Czy nadal są zwolennicy, czy więcej przeciwników? Przecież spory były i zawsze będą, jeżeli chodzi o fotografię. Jedna z takich bardziej znanych i jakże banalnych dyskusji to temat „czarnej ramki”. Są osoby za i przeciw i pewnie każdy z nich ma racje. Bo sens sztuki dla każdego jest inny, ma inny kształt, obraz, walory. Każdy ma prawo czuć i robić to, co uważa za słuszne. Jeżeli zasady „Fotografii elementarnej”, które i tak były zbudowane na innych, wcześniejszych tradycjach komuś odpowiadają i dobrze się w nich czuje, odnajduje, a nawet nie znając ich wykonywał swoje zdjęcia w ten sposób, to jest to tylko przykład na to, że jesteśmy sami dla siebie prawdziwi i spełniamy się w tym, co robimy. Pokazuje to nam też, że są ludzie, którzy podobnie myślą i widzą, by nie pisać identycznie, bo to niemożliwe. Jedni tworzą nurty, style by nadać tytuł swojej twórczości, inni robią po swojemu, a potem odnajdują, identyfikują się z danym nurtem. Jakby na to wszystko nie patrzeć każdy ma prawo z czymś się identyfikować, w coś wierzyć, robić to, co godzi się z jego uczuciami i wartościami. I tak naprawdę nie ważne czy będziemy reprezentować „fotografie elementarną” czy jakiś inny nurt, czy sami nadamy jakąś nazwę naszemu stylowi, czy odnajdziemy coś, co będzie nas odzwierciedlać (a często bywa to nam potrzebne). Ważne jest to by być uczciwym względem siebie i odbiorców i wierzyć w to, co się robi, nie ograniczać się, czy nie rezygnować ze swoich założeń ze względu na nurty, style czy krytykę.

Wrażliwość i obcowanie z danym miejscem oraz energia, która rodzi się wtedy ma ogromny wpływ na finalny obraz wykonanej fotografii – twierdzi autor takich projektów jak „Dom i ogród” czy „Moja Ameryka”.

Mógłbym przytoczyć wielu autorów, którzy reprezentują świadomie lub nawet nieświadomie wyżej wspominany nurt lub jego cechy i nie ważne czy będą się z tym identyfikował czy nie, ale w fotografiach, które robią są powtarzające się cechy i zasady. Ponieważ inspiracją do napisania tego tekstu była publikacje ze zdjęciami Zawadzkiego, to zostanę przy jego fotografiach.

Podczas oglądania zdjęć Zawadzkiego nie sposób nie zauważyć tej konsekwencji oraz dyscypliny w realizacji prac. Widzimy też wierność cechom „fotografii elementarnej”, ale przede wszystkim, to, o czym sam mówi – „Patrzysz na moje zdjęcia, patrzysz na mnie, przeze mnie”. Zawadzki obdarza swoje prace ładunkiem emocjonalnym, który powstaje w czasie zderzenia wrażliwości, osobistych uczuć z danym obiektem, w danym miejscu i czasie. Wtedy powstaje „dzieło”.

Zawadzki Wojtek 022

Rzeczywistość

Tak jak na tej fotografii, która pochodzi z cyklu „Moja Ameryka” zauważamy to wszystko, o czym pisałem wyżej. Klasyczny dokument, który z narzuconą czystością odzwierciedla rzeczywistość, ale zarazem jest indywidualnym spojrzeniem fotografa. Fotografia ta dokumentuje, pokazuje budynek, samochód, ulice, którą ktoś na pewno zna i widuje. Odbiorca, który zna to miejsce, ma możliwość po przez tę fotografię zobaczyć to, co widzi, na codzień, swoją rzeczywistość. Bardzo możliwe, że nawet z tego samego punktu, w tak sam prosty sposób, ale jednak przez oko fotografa. Na tym też polega piękno klasycznej fotografii dokumentalnej. Potocznie mówiąc pokazuje „zwykłe rzeczy” w sposób prosty, bez udziwnień, a jednak przykuwa, przyciąga nas. Odbiorca, który nie zna tego miejsca jeszcze bardziej przygląda się wchodząc w kadr, a swoją ciekawością nawet zwiedza to, co jest poza kadrem. To już druga rzeczywistość w jednym zdjęciu. Trzecia rzeczywistość należy do fotografa.

Zawadzki Wojtek 029

Bez człowieka

Kolejna fotografia z tego samego cyklu w troszkę innej scenerii niż typowe miejskie obrazy, ale zachowująca wszystkie te same cechy. Prawda, że „zwykłość” jest piękna? Już te dwie fotografie pokazują nam kolejną rzecz wartą uwagi, narzuconą przez fotografa, a mianowicie brak ludzi. To jest częsty motyw powtarzający się w fotografii dokumentalnej, ale głównie jest to wybór autora, który przez tę decyzje tworzy swój azyl. Tworzy strefę, w której uwiecznia miejsce i czas. Widzimy też tutaj wrażliwość zaklętą w obrazie poprzez, którą fotograf może opowiadać o sobie. Możemy poznawać jak myśli, widzi i czuje po przez miejsce, które sam wybrał i sfotografował. Dzieli się nie tylko dobrem dokumentalnych, rejestrując miejsca, które przetrwają na fotografiach, ale również dzieli się sobą.

zaw2

Tylko brzydkie jest piękne

Zapewne nie jeden dokumentalista spotkał się z człowiekiem, który zapytał go, po co fotografuje tak brzydkie miejsce. Z czego to wynika, że fotograf dostrzega piękno w czymś, co jest zwyczajnie nie atrakcyjne dla innych. Tak jak na powyższej fotografii, stare, ponure kamienice, które spoglądają na podwórko. Z jednej strony budownictwo, które porusza wyobraźnie, kieruję ją w strefę ciekawości i refleksji nad bytem, życiem, a może agonią takich miejsc. Z drugiej strony w tym przypadku mamy duży kontrast w postaci szyldów firm, które są śladem obecności człowieka. A więc jest to obraz istnienia, obecności, zaklęty w tym na pierwszy rzut oka „ponurym zwierciadle”. To nieprzeciętna wrażliwość postrzegania sprawia, że fotograf decyduje się obdarzyć nieśmiertelnością to, a nie inne miejsce. To, co pospolicie jest zwykłe, brzydkie tak naprawdę jest ważne i piękne.

zaw6

zaw5

Wierność

Te dwie fotografie pochodzą z długoletniego projektu „Dom i ogród”, który zapewne realizowany jest do tej pory przez Zawadzkiego. Na pierwszej fotografii wykonanej w 2004 roku widzimy dom autora. Budynek przedstawiony jest w typowy sposób dla klasyków dokumentu z perspektywy stojącego, patrzącego człowieka. Tak samo wykonana jest fotografia ogrodu z 2001 roku, dzięki czemu możemy zobaczyć konsekwencje, jakiej trzyma się przez lata.

W dosadniejszym zobrazowaniu cech klasycznego dokumentu fotograficznego posłużyłem się przykładem Zawadzkiego i jego fotografii. Nurt „Fotografii elementarnej”, który umarł, a może nadal funkcjonuje, albo siedzi cicho bezpański, niewątpliwie wniósł ważne elementy do fotografii dokumentalnej w Polsce i ważne jest to by młode pokolenie, które nie zna twórczości klasyków dokumentu może coś z tego wszystkiego przyswoi i zrozumie i skłoni ich ten tekst do poszukiwań i do rozbudzania swojej świadomości, pasji i podejścia do fotografii, która w swoim „prostym” obrazie jest piękna.