Pierwszy raz trafiłem tam całkiem przypadkowo. Zwabił mnie dym unoszący się nad dolinami. Wchodząc w dym trafiłem do innego świata – do świata węglarzy. Ludzi o osmolonych twarzach i twardych charakterach, którzy w bieszczadzkiej głuszy często poszukują ciszy, samotności, ucieczki od świata. Poświęcili się niecodziennemu zawodowi, który niebawem może zupełnie zaniknąć, a wraz z nim ich sposób na życie.

ludzie-dymu-2

Najwięcej retort, czyli wielkich blaszanych pieców do wypalania węgla drzewnego, znajduje się w Bieszczadach. Węgiel wypala się z drewna drzew liściastych, najczęściej z buka, oraz z innych twardych gatunków. Po rozpaleniu drewno pali się około doby. Dopóki dym jest biały piec produkuje węgiel. Gdy dym robi się niebieski, oznacza to, że piec produkuje popiół. Wówczas piec należy wygasić nalewając do środka wody, następnie odłączyć kominy od retorty i zamknąć wszystkie otwory, którymi piec zasysał powietrze. Ładunek w retorcie stygnie około 20 godzin. Z jednego pieca można uzyskać 70 worków, czyli około tonę węgla. Dymiące retorty można zobaczyć od wczesnej wiosny do późnej jesieni. Nie ma dni wolnych od pracy, a dniówka zaczyna się bardzo wcześnie, czasami już o 4 rano. Rytm dnia wyznacza praca.

ludzie-dymu-3

Pracownicy wypału to osoby bardzo barwne, często z bogatą przeszłością. Można spotkać wśród nich różnych ludzi: rybaka z Gdańska, taksówkarza z Krakowa czy górala z Zakopanego. Pracują też miejscowi z Bieszczad, którym ciężka praca na wypale zapewnia byt i utrzymanie rodzin. Zatrudnienie znajdują tam również osoby bezdomne, dla których wypał staje się swoistego rodzaju domem, gdyż spędzają tam cały rok mieszkając w barakach. I choć warunki są trudne a robota ciężka, to od węglarzy nie usłyszy się słów narzekania lub skargi. To ludzie pogodzeni z losem.

ludzie-dymu-4

Karol w Bieszczady przyjechał w 1967 roku na wycieczkę i pozostaje tam do dziś. Od 25 lat wypala węgiel drzewny. Nie wyobraża sobie powrotu do rodzinnego Gdańska i życia w mieście.

ludzie-dymu-5

Zygmunt urodził się w Czechowicach – Dziedzicach. Uczył się w technikum rolniczym. Przez dwa miesiące pracował przy budowie Huty Katowice, ale jak twierdzi, nie była to praca dla niego. Rzucił to i ruszył w Bieszczady. W 1967 roku był w pierwszej grupie pracowników, których dwóch górali spod Nowego Sącza wyszkoliło w sztuce wypalania węgla w mielerzach (stosach drewna przykrytych gliną lub ziemią). Zygmuntowi po 48 latach pracy przysługuje emerytura, jednak on lubi tę robotę i nadal pracuje.

ludzie-dymu-6

Zbyszek lata temu uciekł w Bieszczady. Samotność i pracę na wypale traktuje jako pokutę za wcześniejsze życie.

ludzie-dymu-7

Górala wygnała w Bieszczady osobista tragedia. Wśród dolin, wzgórz i dymiących retort szuka zapomnienia o chorobie i śmierci żony.

ludzie-dymu-8

Olek – jak sam mówi – robi to od zawsze i innego życia nie ma.

ludzie-dymu-9

Ludzie dymu to fotograficzny reportaż przedstawiający codzienne życie i pracę bieszczadzkich smolarzy – mężczyzn, którzy w trudnych, surowych warunkach zajmują się wypałem węgla drzewnego. Kilkanaście wizyt w bieszczadzkich smolarniach pozwoliło mi lepiej poznać tych ludzi, którzy zazwyczaj unikają fotografów, oraz pokazać ich codzienność. Całość powstawała w latach 2013 – 2015 i składa się z kilkudziesięciu fotografii.