Historia aparatów linii Lubitel zaczyna się w Niemczech. Jak to było z wieloma rosyjskimi aparatami technologia została po prostu ukradziona i skopiowana pod koniec drugiej wojny światowej. Protoplastą aparatów tej linii był Voigtlander Brillant.

lubitel_166_006

Obecnie w erze zafascynowania lomografią ten aparat staje się coraz popularniejszy. Mój egzemplarz kupiłem za 50zł na giełdzie staroci w Bytomiu.

Budowa aparatu:
Lubitel jest klasyczną średnioformatową lustrzanką dwuobiektywową (TLR). Aparat przystosowany jest do filmów w formacie 120. Lubitel universal w porównaniu z pozostałymi aparatami tej rodziny ma możliwość wybory formatu: 6×6 i 6×4,5. Format zmieniamy ramką, która była dostarczana wraz z aparatem. Z tyłu aparatu mamy okienko do podglądu numeru klatki i prostym mechanizmem zmiany okienka dla wybranego formatu.

Z góry aparatu mamy kominek z matówką Matówka jest dość ciemna i ostrzy się na niej dość kiepsko. Kominek jest wyposażony w lupkę i celownik sportowy. Osobiście korzystam z klasycznego sposobu ostrzenia na matówce. Zdjęcia, które robię w zasadzie nie wymagają precyzyjnego ostrzenia. Po prostu dość mocno przymykam przysłonę i obiektyw ustawiam na nieskończoność.

Po bokach aparatu mamy sanki na lampę błyskową, a z drugiej strony jest gałka przesuwu filmu. Na dole jest klasyczne gniazdo statywu na “mały” gwint.

Obiektywy:
Lubitel jak każdy aparat TLR jest wyposażony w obiektyw obrazowy oraz obiektyw do kadrowania i ostrzenia. Obiektywy mają ogniskową 75mm i jasność odpowiednio 2,8 dla górnego i 4,5 dla dolnego. Możliwość regulacji przysłony jest w zakresie od 4,5 do 22 Dolny jest zabudowany w migawce centralnej z czasami B,1/15,1/30,1/60,1/125,1/250.

Migawka jest wyposażona w gniazdo synchronizacji, która działa na każdym czasie oraz samowyzwalacz. Naciągiem migawki jest dźwignia po lewej stronie aparatu (patrząc od frontu). Spustem jest mniejsza dźwigienka pod naciągiem. Poniżej mamy gniazdo wężyka spustowego.

Podsumowanie:

Lubitel jest aparatem amatorskim. Obsługa jest dość toporna i obarczona wadami konstrukcyjnymi. Ja swojego muszę oklejać czarną taśmą bo niestety przepuszcza światło. Jeżeli w lomografii jest to dodatkowy “bajerancki efekt” to ja jednak wole zdjęcia prawidłowo naświetlone. Jednak polecam ten tani aparat. Fotografowanie nim przynosi mi ogromną frajdę. Nazywam go “średnioformatową smieną”. Na koniec zdjęcie mojego egzemplarza i kilka zdjęć, które nim wykonałem.

Zainteresowanych szerszą historią zapraszam na stronę: http://microsites.lomography.com/lubitel166+/history/.