Jak każdy fotograf wie, najlepszymi porą na fotografowanie krajobrazów są złote godziny. Czyli wschód i zachód słońca. Więc to były dwie również najlepsze pory dnia na zdjęcia najsłynniejszego szczytu Karkonoszy czyli mierzącej 1602 m.n.p.m góry. Oczywiście co to by było za wyzwanie, zdobyć szczyt przed zachodem słońca i latem ? Oczywiście żadne… Dlatego wraz z kilkoma znajomymi postanowiliśmy wejść na szczyt, aby obejrzeć wschód słońca, a jakby tego było mało zrobiliśmy to zimą.

Sama wyprawa wystartowała punkt o północy, ponieważ samo dojechanie do Karpacza zajęło nam trochę czasu. Ciężkie warunki na drogach zapowiadały, już od samego początku, że nie będzie to łatwa wycieczka. Po dwugodzinnej podróży autem dotarliśmy na miejsce. Jak do tej pory wszystko szło zgodnie z planem. Problemy zaczęły się dosłownie od samego wyjścia z pojazdu. Pomimo wielu warstw ubrań, zimno i tak od razu dało się we znaki. Lecz wstyd jest się poddać już na samym starcie. Kolejnym problemem było znalezienie początku szlaku wiodącego na górę. Latem wystarczyło iść za tłumem, bądź zwyczajnie się kogoś zapytać, teraz nie było takiej możliwości. Wcześniej poznane nam drogi służyły jako stoki narciarskie więc nie za bardzo było możliwość aby się udać właśnie nimi. Po około 30-40 min maszerowania w te i z powrotem w końcu znaleźliśmy czarny szlak na szczyt. Jest to chyba najcięższa, lub jedna z najcięższych dróg na górę.

Zapadając się co krok w śniegu zaczęliśmy naszą wędrówkę pod górę. Początek szlaku jest dość stromy i robiąc pięć kroków do przodu mieliśmy wrażenie, że i tak stoimy w miejscu. Na dodatek ciemność panująca dookoła nie ułatwiała tego zadania. W pewnych chwilach mieliśmy wrażenie, że się zgubiliśmy, ale całe szczęście co jakiś czas widoczne były oznaczenia szlaków. O dziwo po dwóch godzinach wspinaczki byliśmy już niedaleko szczytu. W głowie jednak cały czas było pytanie: „ Gdzie jest słońce?”. Po dotarciu na szczyt nadal było ciemno, a co gorsza strasznie zimno. Nie dość, że to była zima, my znajdowaliśmy się na ponad 1600 m, to w dodatku nadchodził poranek, który jest najzimniejszą porą dnia. Czekając na wschód, który miał nastąpić dopiero za półtorej godziny. Wraz z towarzyszami zrobiliśmy sobie biwak z ciepłą herbata i kanapkami przy około -30 stopniach.

Oczywiście ten czas wykorzystałem na zrobienie kilku zdjęć.

krolowa-karkonoszy-001

Czas dłużył się nieubłaganie, a zimno dokuczało nam coraz bardziej. Po kilku dłuższych chwilach rozpoczął się spektakl. Pierwsze promienie słońca zaczęły się przebijać przez horyzont. Niebo zaczęło jaśnieć, jednocześnie przybierając różne barwy.

krolowa-karkonoszy-002

Chociaż słońce jeszcze w pełni nie wychyliło się, to już wiedziałem, że warto było się pomęczyć aby się tam dostać i móc zobaczyć tak piękne widoki. Biegając po szczycie, z aparatem i statywem szukałem jak najlepszych kadrów, bo wiedziałem, że nie będzie to trwało wiecznie.

krolowa-karkonoszy-003

Słońce sprawiło, że nawet najprostszy kadr był niesamowity. Z każdą też chwilą te same widoki zmieniały się w zależności od światła. Wszystko szło jak najbardziej dobrze, aż do momentu kiedy jeden z towarzyszy zaniemógł, co zmusiło nas do powrotu. Oczywiście wracając również czekały na nas piękne widoki.

Niestety schroniska o tej porze były pozamykane. Całe szczęście po chwili oczekiwania udało nam się zjechać wyciągiem na dół co o wiele ułatwiło nam powrotną podróż. Czekając uchwyciłem jeszcze kilka ładnych widoków.

Nie udało się niestety zobaczyć pełnej okazałości wschodu słońca na szczycie Śnieżki, lecz to co nam zaoferowała, pozostawiło pewien niedosyt, który sprawi, że na pewno jeszcze kiedyś tam wrócę.