Wśród całego postępu technologicznego, nowych inwestycji oraz modernistycznej architektury, często zapominamy o tym, czym tak naprawdę cechuje się dany region. To właśnie budowle, zaraz przy kulturze, gwarze czy muzyce stanowią nieodłączny element danego regionu. W przypadku Górnego Śląska będą to kopalnie, huty i naturalnie familoki. W tych ostatnich jest coś, co przyciąga. Jest właśnie na Górnym Śląsku miejsce, które jest inne.

kraina-wegla-04

Tym innym miejscem jest znany chyba przez każdego Nikiszowiec. Osiedle na katowickim Janowie, które powstało w skutek rozwoju na Górnym Śląsku, już ponad sto lat temu. Jednak popularny “Nikisz” różni się od typowego osiedla, które powstało by ulokować pracowników blisko zakładu. Jest to miasto. W środku miasta.

Poruszając się pomiędzy familokami, trudno jest dostrzec na pierwszy rzut oka różnice. Wszystko jest jednolite, takie same. W budynkach mamy mieszkania, sklepy, fryzjera czy fotografa. Tworzy się tutaj jakby mała, zamknięta szczelnie społeczność, która nie potrzebuje ingerencji z zewnątrz. Budynki zamykają się w jednej, odseparowanej od reszty świata przestrzeni. Poruszając się uliczkami można odnieść wrażenie, że jest się w zupełnie innym miejscu niż Katowice. W zupełnie innym świecie. Całe, ogromne osiedle powstało z jednego materiału, zostało ozdobione w jeden sposób, żyją tu jedni ludzie.

Do tego miejsca wybrałem się dość spontanicznie, głównie w celu podszlifowania swoich zdolności jako początkujący fotograf. Spacer środkiem ulicy za dnia czy w nocy jest naprawdę magicznym doznaniem.

Przechodząc kolejno obok klatek schodowych czy wchodząc w kolejne bramy widać od czasu do czasu gromadkę biegających dzieci od jednego placu zabaw do drugiego. W kolejnej bramie starsza kobieta rozwiesza pranie. W oknach można ujrzeć stojące na parapetach klatki z kanarkami czy papugami. W nocy natomiast cisza, spokój i delikatne światła latarni miejskich. Jest to zupełnie inny świat niż ten, który większość nas ma na co dzień.

Architektura Nikiszowca, oprócz swojej prostoty i podobieństw nawet na skrajach osiedla, co rzadko obecnie się zdarza, jest bardzo dobrym przykładem jak można skutecznie dbać o zabytki wcale nie krzywdząc mieszkańców – odbywa się tam normalne, codzienne życie. Osiedle z fotograficznego punktu widzenia, oprócz fotografowania budowli można pokusić się tutaj o portret, reportaż, fotografię komercyjną – byłem raz świadkiem sesji ślubnej właśnie na tle charakterystycznych familoków z czerwonymi parapetami. Nie będę już nawet wspominał w ilu filmach o Górnym Śląsku wykorzystano architekturę tej dzielnicy.

Trudno jest ująć w słowa magię jaką się czuje wchodząc w pierwszą bramę osiedla. Miejsce obowiązkowe do odwiedzenia na Górnym Śląsku, nie tylko przez turystów ale i przez, może i głównie fotografów. To trzeba po prostu poczuć.