Kogo obchodzi fotografowanie urządzeniem, które jest tylko dodatkiem do innego urządzenia? Po co zawracać sobie głowę czymś, co dla wielu rzekomych fachowców w dziedzinie powinno się traktować jako technologiczny żart? Kto poważnie traktujący fotografię chciałby wydać autorski album zawierający wyłącznie zdjęcia “pstryknięte” komórką?

Po to, żeby przypomnieć tak sobie jak i innym, że to treść jest wartością nadrzędną, a urządzenie takie czy inne jest tylko narzędziem. Po to, żeby uświadomić sobie i innym, że kiedy podziwiamy dobre zdjęcie, pytanie “czym to zrobiłeś?” lub tym bardziej “a ile masz megapikseli?” jest co najmniej
nieeleganckie. Przede wszystkim po to, żeby wszyscy wrażliwi ludzie, którzy świadomie patrzą na świat i chcieliby wyrażać swoje spojrzenie przy pomocy fotografii, nie odkładali swoich planów tylko dlatego, że nie posiadają drogiego sprzętu. Jest wielu posiadaczy drogiego sprzętu, którzy robią wyłącznie dobre wrażenie. Każdemu fotografującemu życzę, żeby jego zdjęcia robiły lepsze wrażenie niż jego aparat.

fotokomorka-00004

Jakim aparatem powinno się fotografować?

To akurat proste. Najlepszym. Ale jaki jest najlepszy? To, choć nie dla wszystkich oczywiste, również proste. Najlepszy jest ten, który aktualnie mamy przy sobie. Dlaczego? Właśnie dlatego, że go przy sobie mamy. Nie dajmy wmówić sobie, że, aby twórczo traktować fotografię, aby podejmować ambitne tematy, konieczne jest posiadanie sprzętu wartego kilka tysięcy złotych. To pułapka zastawiana na nas przez producentów i sprzedawców. To im zależy żebyśmy wciąż czuli potrzebę zakupu lub wymiany sprzętu.

Fotografia rodzi się w głowie fotografującego.

To bardzo ważne, żeby nie pozwolić byle komu mieszać nam w głowie. Potrzebny jest dystans do wszystkich cyrkowych sztuczek marketingowców, którymi próbują wzbudzić w nas dyskomfort
z powodu nieposiadania tego czy owego gadżetu. Skąd moje rozumowanie? Stąd, że wszyscy jak jeden zachwycamy się fotografiami, które zostawili po sobie pionierzy fotografii. Zastanówmy się jakimi dysponowali narzędziami? Jak trudną była wówczas sztuka utrwalania obrazu? Jakie napotykali przeszkody? Jak wiele razy zdarzała się utrata całych zbiorów? Jak niewielkie były możliwości prezentacji prac przed szerszą publicznością? My te problemy rozwiązujemy jednym narzędziem, które zwykle mamy w kieszeni.

Komórka lepsza od lustrzanki?

W niektórych aspektach, fotografując telefonem komórkowym mamy przewagę  nad tymi, którzy pogardliwie deklarują, że „telefon służy im wyłącznie do dzwonienia”. W żadnym razie nie zamierzam udowadniać wyższości fotografowania telefonem komórkowym nad fotografowaniem profesjonalnym sprzętem, ale należy uczciwie sobie powiedzieć, że bywają sytuacje, kiedy profesjonalny sprzęt utrudnia nam fotografowanie lub całkowicie wiąże ręce, właśnie z powodu swojej „profesjonalności”. Pojawienie się aparatu fotograficznego w publicznej przestrzeni zwraca uwagą, często wywołuje podejrzliwość, za to telefon komórkowy stał się tak naturalnie obecnym elementem naszego otoczenia, że mówiąc z niewielką przesadą, odczuwamy lekki dyskomfort, kiedy w zasięgu naszego wzroku żadnego nie znajdujemy.

Zdjęcia, które nie powstały z lenistwa lub ze strachu o posiadany sprzęt fotograficzny.

Wydaje mi się, że stanowi to spory problem. Wszyscy znamy sytuacje, kiedy chcielibyśmy „strzelić” kilka kadrów na plaży, czy w kajaku. Wspaniale, bo mamy akurat przy sobie plecak z aparatem i masą obiektywów. Wspaniale – do momentu, kiedy uświadomimy sobie, że akurat przypięty mamy inny obiektyw niż właśnie sobie zaplanowaliśmy, a warunki idealne, światło wymarzone, wiatr pięknie niesie piasek poderwany z wydmy. i tu zaczynają się przepychanki głupoty i odwagi, a wyobraźnia podsuwa obraz migawki drogiej lustrzanki, narażonej na uszkodzenie spowodowane kilkoma ziarenkami ciepłego, złotego piasku. Co na to komórkowi? Uśmiechają się z politowaniem… i robią swoje. To właśnie kocham w fotografii najbardziej –  „robić swoje” bez względu na mody, trendy czy opinie.

Co można zrobić komórką?

Ważne jest żeby zdawać sobie sprawę z ograniczeń, jakie niesie za sobą używanie posiadanego sprzętu, jakikolwiek byłby to sprzęt.  Jeszcze ważniejsza jest umiejętność skupiania swoich działań w zakresie takich możliwości, jakie daje nam to, co akurat mamy. Ta rada jest niezwykle
uniwersalna i dotyczy nie tylko fotografii. W pewnym sensie jest kluczem do życiowego szczęścia czy przynajmniej zadowolenia. Źle jest bez przerwy tęsknić do widoku morza kiedy się mieszka w górach, tak samo źle jest szukać tematów do fotografowania poza zakresem ogniskowej posiadanego
obiektywu. Okazuje się, że przy odrobinie chęci można przeciętną komórką zrobić całkiem sporo.

Wszystkie zamieszczone fotografie wykonałem telefonem komórkowym. Opuszczały telefon dokładnie w  takiej formie jak teraz je oglądamy, bo również cyfrowa obróbka jakiej zostały poddane przeprowadzona była za pomocą telefonu. Co także zasługuje na zwrócenie uwagi, nie zainstalowałem żadnego specjalnego programu ponad te, które były już w momencie zakupu telefonu, a na tych fotografujących, którym z jakiegoś powodu nie wystarczą standardowe aplikacje, czeka znaczna ich rozmaitość do pobrania w internecie, najczęściej jako aplikacje darmowe.

Inspiracja poprzez wietrzenie mózgu

Jedni muszą jej szukać, innych nigdy nie opuszcza. Nie ma uniwersalnej recepty na to skąd ją brać, ale chętnie podzielę się swoim sposobem. Wielu poleca oglądanie dobrych zdjęć. Mamy dziś możliwości techniczne obejrzenia czegokolwiek na świecie za pomocą internetu. Takim sposobem budujemy w głowie pewien zbiór, do którego podświadomie “przymierzamy” obrazy, które spotykamy we własnym otoczeniu. Ta swoista baza danych pomaga nam zauważać wzajemne zależności między otaczającymi nas przedmiotami, ich wzajemny na siebie wpływ, ich symbolikę. Niepowtarzalność faktur, kształtów, sylwetek w takich lub innych sytuacjach. To wszystko poszerza nasz horyzont, chociaż lepszym określeniem jest chyba otwieranie oczu.

Zdarza  się jednak podczas pracy nad dłuższymi projektami pewnego rodzaju znużenie. Najbardziej interesujący temat, kiedy pracujemy nad nim przez kilka miesięcy traci na atrakcyjności. Złym wyjściem jest porzucanie projektu, któremu poświęciliśmy tak wiele czasu, ale chyba jeszcze gorszym jest prowadzenie go wbrew sobie.

Pozwalam odpocząć zarówno projektowi ode mnie, jak i sobie od projektu. Nie ważne jak długo. Niech poleży sobie spokojnie z tyłu głowy. Tyle ile potrzebuje. Kiedy przyjdzie odpowiedni moment, on sam o sobie przypomni znów nie dając spokoju. Z całą pewnością znajdą się w nim cechy wymagające oczywistych poprawek, których wcześniej nie sposób było zauważyć.
A czym wypełnić ten czas przerwy? W moim przypadku obcowaniem z przyrodą i muzykowaniem, choć muzyk ze mnie bardzo mizerny, powoduje to zjawisko, które nazywam “wietrzeniem mózgu”, a przyrównałbym to do defragmentacji dysku. Wszystko powraca na swoje miejsce, powstaje wolna przestrzeń. Wtedy przychodzi z pomocą starannie dobrana książka. Takim sposobem zabieramy mózg na wycieczkę. Mój ostatnio najlepiej czuje się w Petersburgu, choć jeszcze niedawno włóczył się po Paryżu.

Fakt, że tworzymy w taki czy inny sposób, wynika z nastroju jakiemu ulegamy lub jak wolę myśleć… w jaki potrafimy się wprowadzić.

Opisałem tak dokładnie moją metodę, żeby zwrócić uwagę na fakt, że nie jesteśmy całkiem bezradni w oczekiwaniu na chęć tworzenia. Jednak odpowiedni dla Ciebie sposób możesz znaleźć tylko Ty!
Wszelkie więc wymówki uznajemy za nieaktualne… narzędzie masz przecież w kieszeni!