Ostatnio miałem okazję współpracować ze Zarządem Uczelnianym Samorządu Studentów Uniwersytetu Marii Curie Skłodowskiej w Lublinie w ramach organizowanych przez nich Lubelskich Dni Kultury Studenckiej – Kozienalia 2015. Głównym założeniem współpracy była publikacja zdjęć jeszcze w czasie trwania koncertu. Nigdy wcześniej nie robiłem relacji live, ale.. wszystkiego w życiu trzeba spróbować. Na terenach zielonych Browaru Perła spędziłem bardzo miłe trzy koncertowe dni. Czego mnie to nauczyło? Odpowiedź znajdziecie poniżej.

koncert-live-02

Sprzęt

Podczas Kozienaliów używałem puszek marki Nikon – modeli D700 oraz D90, szkieł Nikkor 80-200/2.8D, Nikkor 50/1.8G oraz Sigma 17-50/2.8. Był to chrzest bojowy dla D700,z którym poradził sobie znakomicie. Na backstage’u pozwalałem sobie na używanie lampy Nikon SB800 oraz LightSphere, ale tylko do robienia zdjęć z artystami, o błyskaniu na scenie lub obok mowy oczywiście nie było. W postprodukcji zdjęć pomagał mi netbook Asus Transfomer T100 z wgranym softem Adobe Lightroom 5.3, do połączenia z Internetem wykorzystałem dość rzadko spotykany w Polsce sprzęt – router MiFi (taki jak te domowe, ale mobliny) z połączeniem LTE i czytnik kart też miałem, ale niezbyt długo… bo się zepsuł.

Koncert

Oprócz tego, że była to moja pierwsza relacja live, był to również pierwszy event, podczas którego korzystałem z dwóch puszek. Dlaczego? Bo wcześniej ich nie miałem. Zdecydowałem się na to rozwiązanie z dwóch powodów. Pierwszym z nich są kwestie techniczne różniące D90 i D700 oraz oczywiście odwieczna chęć posiadania pełnej klatki. Drugim zaś szybkość i komfort pracy. Reporter musi być szybszy od Kubicy i całej reszty. Pod Nikona D90 podpinałem szerokokątną Sigmę, zaś D700 pracował z Nikkorem 80-200/2.8D oraz pożyczonym Nikkorem 50/1.8G. Korzystanie z dwóch korpusów jest ogromnym usprawnieniem. Zamiast szukać szkła w plecaku, zmieniać, podpinać i tracić mnóstwo czasu i kadrów, mogę po prostu zdjąć drugie body z ramienia i od razu robić zdjęcia. Każdemu kto zastanawia się nad takim rozwiązaniem w swojej pracy, szczerze polecam.

Drugi raz w ciągu rocznej przygody z fotografią koncertową spotkałem się z tradycyjnym w tym świecie zdaniem „trzy pierwsze bez flesza”. Tak, też mnie to dziwi, że podczas wcześniejszych koncertów, szczególnie tych większych nie było takich obostrzeń, bo są one raczej standardową procedurą. No, ale cóż. Trzy pierwsze kawałki to wbrew pozorom bardzo dużo czasu. Przeważnie te 10 minut są krzątaniną fotografów w pogoni za dobrym materiałem i najlepszym zdjęciem. W tym czasie można stworzyć dużo różnorodnych kadrów, pobawić się grą świateł, perspektywą, a także sprzętem – przypominam, dwie puszki. Jeśli umie się pracować pod presją czasu, można go naprawdę wykorzystać w 101%.

koncert-live-01

Co potem?

Zespół zagrał już pierwsze trzy kawałki, ja zrobiłem zdjęcia, a sympatyczni panowie z ochrony grzecznie wyprowadzają fotoreporterów z fosy. Teraz zaczyna się zabawa i prawdziwa walka z czasem. Zawsze selekcją i obróbką zajmowałem się w domu, na spokojnie. Teraz – marsz do pomieszczenia dla organizatorów i ruchy, bo zdjęcia zaraz mają być na stronie. Tutaj z pomocą przychodzi netbook z wgranym softem do obróbki oraz router MiFi, dzięki któremu obrobione zdjęcia mogą od razu trafić do sieci. „Procedura” selekcji i obróbki nie zajmuje mi zbyt dużo czasu. Kwestia wprawy oraz fakt, że w zdjęciach podciągam tylko kontrast i bawię się krzywą tonalną. Nic więcej. Przeważnie ze wszystkich zrobionych zdjęć przesiewam 20%, które trafiają do publikacji. Mój strach przed relacją live był zupełnie bezpodstawny. Przy dźwiękach muzyki dobiegającej ze sceny obrabianie zdjęć jest cudownie przyjemną pracą.

koncert-live-04

Fosa i koncertowe historie

Na szczęście w fosie nie zdarzyły się (chyba) żadne konfliktowe sytuacje. Pełna kultura. Za to właśnie lubię pracę w fosie. Za niesamowitą energię oraz szacunek do innych reporterów. Podczas takich imprez można spotkać wielu znanych w koncertowym świecie fotografów i wymienić się doświadczeniami, porozmawiać o swoim sprzęcie i nie tylko. Oczywiście po „pierwszych trzech”. Właśnie za to lubię pracę w fosie. Za możliwość nauki. To dużo lepsze niż te wszystkie poradniki krążące w sieci.