Zacznijmy może tak: Na początku swojego istnienia, w czasach świetności dagerotypu, fotografia była uważana za medium obiektywne. Pogląd ten miał najprawdopodobniej swoje źródło w zachwycie nad mechanizacją procesu obrazowania. Był to pierwszy raz, gdy ręka mistrza nie miała wpływu na kształt wykonanego obrazu, tak przynajmniej uważano. Dziś wiemy, że ten pogląd jest, co nieco nieprawdziwy, a mimo to fotografia zachowała swoją niesamowitą moc sugestii. Nie wiem ile razy pisałem o tym, że widz oglądając fotografię zawsze spodziewa się, że to co widzi, w ten czy inny sposób istniało przed obiektywem, że fotografia zawsze jest wycinkiem rzeczywistości.

Zwykle swój przekaz kierujemy do ludzi podobnych sobie. Jeśli naturalne dla Ciebie jest robienie tego inaczej, prawdopodobnie pracujesz w korporacji, urzędzie miasta lub w publicznym gimnazjum. Twórczość opiera się na wrażliwości. Często więc, żeby zrozumieć dzieło, tak jak tego chciał autor, trzeba choć na chwilę się nim stać. Piękno sztuki polega jednak na tym, że wcale nie trzeba rozumieć dzieła, aby móc je podziwiać. Wielowymiarowość twórczości, możliwość zinterpretowania jej na wiele sposobów, sprawia, że może ona trafiać do szerszego grona odbiorców.

Weźmy na to malarstwo. Nawet fotorealistyczne, zawsze będzie produktem wypracowanej techniki manualnej. Obraz będzie więc przechodził przez sito jakim jest osoba twórcy, od wyobraźni w głowie do techniki w geście. Fotografia ma swoją moc, właśnie dlatego, że na pierwszy rzut oka taka zależność nie zachodzi. Fotografia zawsze dokumentuje, zawsze więc powinna być obiektywna. Jednak to nie narzędzie aparatu tworzy fotografię, ale światło i kadr. To ten konkretny wycinek przestrzeni, tak, a nie inaczej użyte bądź przedstawione światło, czynią zdjęcie. Fotografia tak samo jak i malarstwo jest więc zawsze subiektywna, ale czy zawsze jest oszustwem? Wszystko zależy od tego jak na to spojrzymy.

Zawsze mi się wydawało, że dobry fotograf będzie miał ambicję ukazywania przestrzeni znanych w nieznany sposób, pokazywania znanych problemów w nieznanym świetle. Różne punkty widzenia mogą otworzyć widzowi nowe drogi rozumowania. Wszystko jednak opiera się na zaufaniu, że prezentowany obraz jest faktycznie wycinkiem rzeczywistości. Jeśli jednak jest inaczej pojawia się problem. Umowa twórca – odbiorca zostaje złamana, pojawia się oszustwo. Tylko gdzie leży granica? Trudno jest zdefiniować, od którego momentu zaczynamy oszukiwać. Czy to jest moment założenia filtra na obiektyw, czy może korekcja kontrastu w powiększalniku, czy może retusz? Myślę, że problem leży mniej w konkretnym zabiegu, a bardziej w kwestii rozumienia fotografii. Jeśli dla przykładu przedstawiamy portret młodej dziewczyny, która ma pryszcza na nosie, to wyretuszowanie go nie powinno mieć wpływu na fakt przedstawienia prawdy. Pryszcza się raz ma, a raz nie. Ale jeśli powiększymy jej oczy oraz idealnie wygładzimy cerę, to zdecydowanie oszukujemy widza, gdyż przedstawiamy już zupełnie kogoś innego, kogoś kto nie istnieje. Nie jest więc kwestią dobór narzędzia, bo jeśli przy użyciu odpowiednio dobranego światła, lub samego kąta wykonywania fotografii sprawię, że garbaty nos modelki będzie wyglądał na dużo mniejszy, to nie jest to oszustwo, gdyż skoro udało się to wykonać przy pomocy metod naturalnych, będzie to dowodzić, że modelka w odpowiednich warunkach dokładnie tak będzie wyglądać. Na tym właśnie moim zdaniem polega różnica między subiektywnością, a oszustwem.

Czy zatem fotosyntezy i dekonstrukcję można traktować w ogóle jako fotografię? Gdy Panowie Beksiński, Lewczyński i Schlabs w 1959 roku w Gliwicach wystawili “Pokaz Zamknięty”, ich prace zostały określone jako “Antyfotografie”. Określenie to, choć bardzo atrakcyjne, bo zakładające bunt autorów przeciwko ustalonemu porządkowi, jest chyba dość niesprawiedliwe. Niesprawiedliwe, bo próbuje wykluczyć tego typu prace poza nawias fotografii jako całości. Subiektywizm fotografii może być niewielki, niezamierzony, ledwie zauważalny, jak proste zdjęcie pejzażu. Choćby takie jak to poniżej.

Subiektywizm fotografii może być też bardzo daleko posunięty, ale wciąż nie popełniać oszustwa, jak poniżej.

To też pejzaż, też wymalowany światłem, też zarejestrowany bez postprodukcji i też przedstawiający rzeczywistość, choć nie ma tu znaczenia jaką. Takie zdjęcie nie łamie umowy między fotografem, a widzem, bo nie próbuje go oszukać. Nie ubiera czegoś co nie istnieje w obraz takie jestestwo udający. Widz od razu zauważa specyfikę, konwencję obrazu.

Można mieć jeszcze jedną wątpliwość. Tego typu prace jeśli nieopisane jako fotografie mogą zostać odebrane jako grafiki. Taki fakt byłby druzgocący dla całej powyższej argumentacji i mógłby rozłożyć na czynniki pierwsze pierwotne założenia. Żywię jednak gorącą nadzieję, że moi widzowie, choć zapewne wielkich rzesz ich nie ma, są ludźmi o na tyle rozwiniętej wrażliwości i doświadczeniu wizualnym, że nie mają tego typu dylematów.

Jeśli dotarłeś w tym tekście aż tutaj, to pewnie jesteś jednym z nich, więc w razie gdybym się mylił, daj znać.