Niedawno przeczytałem gdzieś opinię jednego ze znanych fotografów gór, że deszcz jest największym wrogiem fotografa górskiego. Trochę mnie zdziwiła ta opinia, a trochę nie. Postanowiłem prześledzić moje archiwum fotograficzne w poszukiwaniu zdjęć wykonanych w czasie deszczu. Podczas swoich wycieczek zanotowałem kilka tzw. deszczowych wypraw, gdzie opady towarzyszyły wędrówce codziennie, lub nawet nieustająco przez wiele dni. Takich dni nie da się uniknąć, więc warto je dobrze zaplanować, aby nie były czasem straconym.

deszcz-foto-1

Karkonosze – góra Chojnik i ruiny zamku o tej samej nazwie, to miejsce do którego wracam wyłącznie podczas deszczu. Ukształtowanie terenu zapewnia częste występowanie mgły, którą bardzo lubię. Aparat Canon EOS 5D mk II, 1 s., f/5.6

Z moich obserwacji wynika, że mało który fotografujący pokazuje zdjęcia wykonane podczas deszczu. Jest to pewnego rodzaju egzotyka, bo jak zwróciłem uwagę nawet podczas pracy z moimi kolegami-fotografami, mało komu chce się fotografować, kiedy pada. Sam wręcz przeciwnie – bardzo często sięgam po aparat, właśnie kiedy kapie na głowę.

Prześledźmy zatem wszelkie przeciwności i korzyści fotografowaniu podczas deszczu.

Intensywne letnie opady deszczu ponoszą winę za nagłe wezbrania rzek. Wówczas popularne miejsca mogą odmienić się nie do poznania. Na zdjęciu wodospad Podgórnej – zwykle słabo zasobny w wodę. Aparat Canon EOS 5D mk II, 2.5 s., f/14

Intensywne letnie opady deszczu ponoszą winę za nagłe wezbrania rzek. Wówczas popularne miejsca mogą odmienić się nie do poznania. Na zdjęciu wodospad Podgórnej – zwykle słabo zasobny w wodę. Aparat Canon EOS 5D mk II, 2.5 s., f/14

Nie przepadam za ulewą podczas wędrówki bo:
– zazwyczaj mam potem problem z suszeniem ubrań, namiotu i aparatu;
– niski pułap chmur, które często towarzyszą opadom ogranicza znacznie widoczność, co szczególnie denerwuje mnie w nowych miejscach;
– ciągłe wycieranie aparatu jest problematyczne, a przy większym zalaniu może uszkodzić sprzęt;
– trzymanie parasola i operowanie aparatem wymaga 3 rąk, także chyba nie trzeba precyzować w czym tkwi problem;

Postanowiłem jednak polubić fotografowanie w deszczu z kilku innych powodów:
– jeżeli już jestem w górach i pada – to nie mam innego wyjścia;
– deszcz skutecznie przepędza turystów – szlaki są puste, nikt nie wchodzi w kadr nawet w południe podczas wakacyjnej soboty;
– podczas opadów wybieram miejsca, gdzie gromadzą się mgły, co pozwala na fotografowanie w bardzo ciekawych, tajemniczych, tolkienowskich klimatach;
– wezbrane potoki i wodospady prezentują się zupełnie inaczej niż przez przeważającą część roku;
– jeżeli deszczom towarzyszą przejaśnienia jest szansa sfotografowania tęczy lub ciekawych chmur.

SONY DSC

Wizytę w Królestwie Pradziada czyli Hrubym Jeseniku zapamiętam do końca życia. To był jedyny raz w górach, kiedy w czerwcowy dzień przeżyłem wszystkie 4 pory roku i prawie wszystkie możliwe efekty pogodowe: słońce, deszcze, wicher, burzę, tęcze, gradobicie, śnieżycę, a na koniec dnia niezwykły, czerwony zachód słońca. Oczywiście w ulewnym deszczu! Aparat Sony Alpha A 100, 1/30 s., f/5.6

Aby fotografowanie w deszczu sprawiało więcej radości niż problemów warto odpowiednio się do tego przygotować. Oto kilka sprawdzonych sposobów:

– zabieram parasol, który skutecznie chroni przed deszczem jeśli nie wieje zbyt mocno. W sklepach ze sprzętem turystycznym można dostać specjalne parasole trekkingowe – dużo bardziej wytrzymałe niż zwykłe miejskie parasolki. Niestety koszt takiego gadżetu to przeciętnie 100-300 zł. Warto mieć również partnera, który przytrzyma parasol, bo operowanie naraz ustawieniami aparatu, pokrętłami statywu i trzymanie parasola może być problematyczne;

– zawsze zabieram statyw, bo zaciągnięte niebo, las i mgła dość znacznie ograniczają dostęp światła, co wydłuża czasy ekspozycji, a dobrze mieć pod kontrolą wszystkie parametry;
– podczas wiatru, kiedy deszcz nie pada pionowo tylko pod różnymi kątami, sprawdzi się specjalne wodoodporne etui na aparat, lub jego tańszy odpowiednik, który można zrobić samemu z grubej folii i taśmy klejącej. Fabryczny pokrowiec specjalnie na lustrzankę (o odpowiednim rozmiarze i zapewniający dostęp do wszystkich przycisków) to u nas wciąż towar dość egzotyczny i drogi, ale mam nadzieję, że z czasem się to zmieni.

Majowa wyprawa fotograficzna w Mała Fatrę stała pod znakiem dużych opadów. Padało codziennie – czasem tylko kilkadziesiąt minut dziennie, czasem przez całą dobę. Podobna pogoda utrzymywała się wówczas w całej Europie i pokrzyżowała mi plany wiosennego wyjazdu w Dolomity, gdzie temperatura poleciała do -10 stopni i spadło pół metra śniegu. Aparat Canon EOS 5D mk II, 1/160 s., f/5

Majowa wyprawa fotograficzna w Mała Fatrę stała pod znakiem dużych opadów. Padało codziennie – czasem tylko kilkadziesiąt minut dziennie, czasem przez całą dobę. Podobna pogoda utrzymywała się wówczas w całej Europie i pokrzyżowała mi plany wiosennego wyjazdu w Dolomity, gdzie temperatura poleciała do -10 stopni i spadło pół metra śniegu. Aparat Canon EOS 5D mk II, 1/160 s., f/5

Wówczas sam taki kupię;

– na obiektywie dobrze mieć nakręcony tulipan przeciwsłoneczny, który zadziwiająco dobrze chroni przednią soczewkę przed niechcianymi kroplami.
– zawsze mam pod ręką chłonną szmatkę, którą zbieram nadmiar wody z body aparatu i szkieł.
– do torby z aparatem wrzucam silikażel– żel krzemionkowy pochłaniający wilgoć.