Nie potrafię sobie przypomnieć od kiedy w mojej głowie zamieszkała ta myśl, która coraz częściej pojawia się podczas fotografowania i oglądania zdjęć.

Nie dostrzegam „śmierci” w „zdjęciach wyrwanych”, ulicznych, reportażowych, które kradną chwile i są pełne emocji różnego pochodzenia, co nie znaczy, że w danym cyklu takie zdjęcie nie ma prawa zaistnieć. Nie dostrzegam też „śmierci” w fotografii dokumentalnej, która uwiecznia budynki, martwą naturę. Tam już obiekty są martwe, a my przedłużamy im istnienie, ale portret? Portret jest śmiercią!

Fotografia portretowa pozwala nam wygenerować czas, który zbliża nas ze „swoją ofiarą” oraz jak, niektórzy twierdzą daje możliwość skradzenia duszy co jest dla mnie zjawiskiem dość intymnym, w którym dostrzegam śmierć. Zachowanie podczas wykonywania zdjęcia portretowego bywa zawsze nienaturalne. Nawet w najbardziej komfortowych sytuacjach, nawet gdy fotografuje się znajomych, rodzinę, to osoby portretowane zawsze uśmiercają część siebie. Nie chcę poruszać spraw związanych ze stresem modeli, pracą przed obiektywem i innymi zagadnieniami, które pomogą nam zrozumieć jak dobrze wykonać portret. Chce iść kilka kroków dalej i podzielić się moimi osobistymi odczuciami, które jak sadzę nie są wcale takie osamotnione. Jestem pewny, że wiele osób podobnie myśli i intryguje się tym tematem.

Ustawiamy osobę do portretu, staje się posłuszna, mamy nad nią władzę i czeka cierpliwie z uwagą na to co powiesz, co każesz zrobić. Przygotowujesz się do zrobienia zdjęcia, ostrzegasz ją, że zaraz naciśniesz spust migawki. Następuje moment ciszy, w którym fotograf staje się „mordercą”, a portretowana osoba „ofiarą”. Czasami całej tej ceremonii towarzyszy odliczanie, podczas którego nasz model przestaje oddychać. Następuje „śmierć” i pojawia się fotografia, na której osoba nie oddycha, nie mruga, a może nawet trafiliśmy w czas gdy migawka „strzeliła” przed uderzeniem serca. Po wszystkim wraca spokój i rozluźnienie, życie. Jednak na fotografii jesteśmy martwi i to nie jest wyłącznie wina fotografa, który w ten sposób myśli i widzi, ale właśnie osoby portretowanej, która zmienia się, zastyga, nigdy nie jest tą samą osobą co poza obiektywem. Czeka jak na rozstrzelanie , a potem sama po wykonaniu zdjęcia zachowuje się jakby zmartwychwstała, jakby wróciła z dalekiej podróży, nabiera oddechu i cieszy się, że ma już to za sobą choć nie było to nic złego. Dlaczego, czyżby umarła na chwile? A gdyby tak odliczać przed naciśnięciem spustu aparatu bardzo długo, to osoba wstrzymująca oddech co by zrobiła? Nie próbuje udowodnić , że tak zawsze jest i ze wszystkimi, ale w moim przypadku spotkałem się nie raz z takimi sytuacjami, ze „śmiercią” podczas portretowania. Każdy „umiera” podobnie, ale inaczej. Jedni mają lekki uśmiech, jakby dostali skurczy inni „umierają” na poważnie. Nie ingeruje w to jak chcą „umrzeć” jedynie tylko w to gdzie.

Na wielu zdjęciach różnych autorów , które widziałem miałem podobne wrażenie, że osoba na fotografii w tym momencie umarła na chwile. Widziałem też autoportrety, które przedstawiały tę samą historię, historie „śmierci” podczas robienia zdjęcia, w tym wypadku „samobójstwa”.
Aparat na statyw i dziesięć sekund czekania na ten „trzask”. Autoportret, czyli samobójstwo! Kim się stajemy gdy wykonujemy autoportret, gdy patrzymy głęboko bez mrugnięcia w obiektyw? Nawet sami przed sobą odgrywamy rolę, improwizujemy podświadomie, tworzymy postać, którą potem uśmiercamy bo przecież po wszystkim już nią nie jesteśmy i oddychamy znowu, szybko, odważnie. Pozowany portret, autoportret i zdjęcie, które nam wykonano z zaskoczenia lub nawet gdy nie wiedzieliśmy, że je nam zrobiono. Na, którym z tych zdjęć będziemy sobą, będziemy prawdziwi i żywi?

Czy każdy wykonany portret jest dla mnie śmiercią? Nie każdy, tylko ten, który ma odpowiednią przestrzeń czasową oraz pozwala nam stworzyć kontakt, wyjątkową relacje. Nie twierdze, że wszyscy się muszą zgadzać z moją teorią i widzieć, czuć w ten sposób bo jest to jednak mój osobisty pogląd na to zjawisko, które niewątpliwie pojawią się na polach rozmów o fotografii. Jednak wszelkie indywidualne poglądy na fotografie czynią tę sztukę czymś więcej niż tylko obrazem ze światła. Pozwala nam to dostrzegać inne wymiary fotografii, wymiary artystyczne, duchowe, a nawet te, które nam trudno teraz wytłumaczyć, opisać, nazwać. „Śmierć” podczas zrobienia fotografii nie musi być wcale smutna.

autoportret 1

Autoportret, 2013

oni

 fot. Piotr Nowak  – Karol i Anita, Września 2012

I can’t really remember when this thought appeared in my mind which most often comes when I’m taking of just looking at the portraits.

I do not see the “death” in “pictures stolen on the street”, street reportage that steal moments and emotions are full of different origins, which does not mean that in a given cycle, such a picture has no right to exist. I do not see the “death” in documentary photography which captures the buildings, still life. This things are also already dead, and we extend their existence, but the portrait? Portrait is like death!

Portrait photography allows us to generate a time that brings us to “the victim” as well as, some say makes it possible to steal the soul, which to me is a quite intimate phenomenon, in which I see death. The behavior while taking portraits is always a bit unnatural. Even in the most comfortable situations, even when I photograph friends, family, the people portrayed always are killing a part of themselves. I do not want to talk about the cases of stress-related topics, the work with the lenses and other issues that will help us understand how to do a good portrait. I want to go a few steps further and share my personal feelings, which I believe are not so isolated. I’m sure a lot of people just think and is intrigued by this topic.

We set a person for a portrait, he or she becomes obedient, we have power, and our object is waiting patiently with attention to what you say, what you choose to do next. Getting ready to shoot, warn that soon you will press the shutter button. Followed by a moment of silence, in which the photographer becomes a “murderer” and portrayed person “victim”. Sometimes all that is accompanied by the countdown ceremony, during which our model stops breathing. Then there’s “death” and a photography in which the person is not breathing, not blinking, and we may think that maybe we manage to hit the shutter before the heartbeat. After all this, the peace is back, relaxation and life. However, in the picture the person is dead and it’s not only the fault of the photographer, who thinks and sees his victim this way, but that the person portrayed changes, freezes and will never be the same person as before, outside of the lens. Waiting to be shot, and then acting as if being resurrected, like he had came back from a long journey, takes the breath and is glad that it’s over. Why? Was he really dead for a while? And if we would count down before pressing the shutter of the camera for a long time, what would the person holding breath do? I’m not trying to prove that it is always like that and with everyone, but in my case, I have more than once such situations, where the “death” came while portraying someone. Each “death” is similar, yet different. Some have a slight smile, as if they got cramps others “die” for real. Do not interfere in how they want to “die”, only where they will do it.

In the pictures of various authors I saw I had a similar impression that the person in the photo at had died a moment. I also saw the self-portraits, which presented the same story, the story of “death” when the photo was taken and we might say it was in this case “a suicide”.
The camera on the tripod and ten seconds of waiting for the “sound”. Self-portrait, which is suicide! What are we becoming when we look deep into the camera without blinking? Even before ourselves we are playing some role, we improvise subconsciously, creating a form which then we are killing because it’s all over now and we’re breathing again, quickly, boldly. Posed portrait, self-portrait and a picture that someone made to us by surprise or even when we did not know that it was taken is the picture in which we will be real and alive?

Is each portrait equal to death for me? No, not everyone, but the one that has adequate space and time in it and allows us to create a contact, a unique relationship. I’m not saying that everyone must agree with my theory and see, feel this way because this is my personal view on this phenomenon, which is undoubtedly arising in the conversations about photography. However, any personal views on the photos make this art something more than just an image of the light. This allows us to perceive other dimensions of photographs, dimensions of artistic, spiritual, and something more which we just can’t really describe. “Death” when making photographs need not be something sad.

autoportret 1

Autoportret, 2013

oni

 fot. Piotr Nowak  – Karol i Anita, Września 2012