Jest oczywistą prawdą, że fotografia zalicza się do sztuk wizualnych. Za dobrą fotografię uznajemy zazwyczaj taką, w której nie kuleje ani forma, ani treść.  Powszechnie twierdzi się, że dobre zdjęcie to takie, w którym do niczego nie można się przyczepić.

Co stanie się, gdy spróbujemy (świadomie lub nie) przenieść ciężar na jedną ze stron stawiając przede wszystkim na treść, lub samą formę?  Czy przesadny formalizm nie jest jedynie „sztuką dla sztuki”, a skrajny intelektualizm nie stanowi nierozumiałej dla wielu „literatury”?

Forma i treść: swoiste Ying-yang fotografii. To prawdopodobnie jeden z największych dylematów, z jakimi od zarania dziejów borykają się wszyscy, którzy wykorzystują aparaty do czegoś więcej, niż do spontanicznego uwieczniania przyjęć imieninowych cioci Danusi.

Moim zdaniem, zdjęcie ma zwyczajnie przemawiać do odbiorcy. Doskonałość formy nie zawsze jest konieczna, choć wszystko oczywiście ma swoje granice, gdyż np. programowy antyformalizm może być odczytany przez potencjalnego odbiorcę  jako zwykłe niedbalstwo, oszczędność,  czy brak umiejętności, z których autor próbuje wykpić się np. dość popularnym i mocno dziś nadużywanym cytatem: „Jedno nieostre zdjęcie to pomyłka. Dziesięć nieostrych zdjęć to eksperyment. Sto nieostrych zdjęć to styl.”.

[title subtitle=””]Doskonałość nie jest wymogiem.[/title]

Słowem-wytrychem powinna być „adekwatność”. Jak mawia B.Biegowski, „forma musi uzasadniać treść, a treść formę”. Na tej samej zasadzie, każde zdjęcie ma swój format, a duża odbitka czy wydruk nie zawsze jest czymś niezbędnym. Często bowiem jest tak, że do widza przemówimy o wiele mniejszym formatem. Wydawałoby się to dość oczywiste, ale czy jest tak naprawdę? Jak często przechodzimy z szyderczym uśmiechem obok zdjęć, które już z daleka uderzają nas swoją formalną niepoprawnością, mikroskopijnym rozmiarem, kiczowatością czy szpetotą?

Robiąc porządek w zakładkach przeglądarki internetowej, odnalazłem na blogu “Niebo na betonie” przytoczone tu zdjęcie autorstwa Juliusza Sokołowskiego. Obiektywnie rzecz biorąc: jest krzywe, nie do końca ostre, jedna z postaci jest poruszona…i wydawałoby się, że ostatnim gwoździem do trumny są paskudne barwy rodem z materiałów produkowanych niegdyś przez słynne zakłady w Wolfen. Dla wielu z nas, ta fotografia nadawałaby się po prostu do kosza.

Jak się jednak okazuje, nie ma to absolutnie żadnego znaczenia. Zdjęcie jest po prostu genialne mimo swej niedoskonałej formy, która w tym przypadku odgrywa rolę drugoplanową. Fotograficzni puryści mogliby stwierdzić, że całość „ratuje treść”, lecz według mnie, o jakimkolwiek ratowaniu nie powinno w ogóle być mowy, ponieważ wszystko zawarte w tym ujęciu broni się samo. Zbytnia czystość i techniczna poprawność w dużej mierze odebrałaby mu znaczny ładunek autentyczności.

Należy pamiętać również o tym, że zdobycie przyzwoitego sprzętu w epoce PRL było bardzo utrudnione. Z tego co mi wiadomo, małoobrazkowy Canon w sieci Pewex kosztował niemal równowartość rocznej wypłaty. „Był” za to Zenit, Kijew, Praktica, Zorka…oczywiscie jak rzucili. O materiałach takich jak Kodachrome można było jedynie pomarzyć. Bez odpowiednich znajomości, kontaktów i odrobiny szczęścia, udawało się kupić (i to nie zawsze!) jedynie materiały polskie, radzieckie, węgierskie czy wschodnionieckie. Fotografowało się zatem na tym co było, a na przysłowiowe „Orwo mać!” często przymykało się oko.

[title subtitle=””]I ja postanowiłem przymknąć swoje.[/title]

Jest więcej niż pewne, że nie jest do niedoskonałość zamierzona, o której pisałem przed chwilą. Po zapoznaniu się z resztą dorobku Pana Juliusza, z pewnością nie można zarzucić mu fotografowania na oślep, czy braku umiejętności. Być może autor dysponował również dość dobrym sprzętem, ale  nie ma on tu większego znaczenia. Myślę, że w tym przypadku, najważniejsze było uchwycenie tej właśnie chwili. To moim zdaniem udało się fotografującemu znakomicie. Jestem zwyczajnie zachwycony zdjęciem, które rewelacyjnie oddaje atmosferę lat, w której groźna Armia Czerwona zaczęła powoli wycofywać się z Polski.

To doskonale niedoskonała fotografia.

fot. Juliusz Sokołowski – http://niebonabetonie.blogspot.com