Lipcowy weekend postanowiłem spędzić w Paryżu. Pogoda zapowiadała się wprost idealna do spacerowania, więc stwierdziłem, że to dobry moment, by odkurzyć aparat i zrobić choć kilka zdjęć. Tym razem bez pomysłu. Po prostu tak, by rozruszać nieco wyobraźnię i oko po ostatniej stagnacji.

Chcąc zaoszczędzić czas i uniknąć komplikacji zdecydowałem się na modelkę z Paryża. Znalazłem piękną dziewczynę, egzotyczny mix kilku kultur, z dużą liczbą włoskich genów.

Nietypowa, trochę jak młoda Monica Bellucci, połączenie dziewczęcej delikatności z prawdziwą, soczystą kobiecością – połączenie idealne. Przezachwycam się (często tworzę neologizmy, żeby wyrazić coś, czego brakuje mi w języku polskim) tym momentem, kiedy dziewczyna zamienia się w kobietę. Dwie formy w jednej osobie. Najchętniej fotografowałbym tylko takie przeobrażenia, chwile, gdy “poczwarka” zamienia się w motyla. I taka jest właśnie ona.

dziewczyna-z-008

 

Zaskakująco szybko otrzymałem odpowiedz. Pozytywną. Zabrałem się więc za wymyślanie całego entouragu wokół tej właśnie konkretnej osoby. Wraz z żoną (jako, że to ona często tworzy moje zdjęcia, nie tylko jako modelka), oglądając fotografie Marii, zastanawialiśmy się, co będzie najlepiej oddawać egzotyczną zjawiskowość. Jaka garderoba, jakie miejsca, jakie dodatki? Fotografowanie pojedynczej osoby jest trudniejsze niż np. dwóch (czy to kobiety i mężczyzny czy samych kobiet). Niełatwo jest pokazać istotny dla mnie element zdjęcia – fragment historii, większej całości często pozostającej w domyśle. Wymaga to pewnego rodzaju “talentu” aktorskiego, a nie znając dobrze osoby, często nie wiadomo czy można się go u niej spodziewać. Dlatego też, by osiągnąć zamierzony efekt, przy jednej modelce, można użyć konkretnego przedmiotu, symbolu, który ma określać daną osobę, uzupełnić, coś „powiedzieć”.

Można także skupić się na pięknych czy ekspresyjnych portretach pozwalając by historię opowiadały oczy, usta, niewielki grymas czy wymowny gest.

dziewczyna-z-006

Decydując się na obie formy – portretową i narracyjną wybraliśmy dwie suknie. Mimo iż plenerem była stolica Francji wybór padł się na suknię hiszpańską – długą, czarną, koronkową. Taką, która, unoszona za rąbek tworzy piękny ażurowy wachlarz. Strój kupiony w przypadkowym sklepie z ubraniami vintage, za grosze, pozwala przenieść się w najpiękniejsze czasy hiszpańskich fiest. Teraz już takich nie szyją. Nikt takich nie nosi. Tak jak nikt nie nosi już kapeluszy.

dziewczyna-z-002

Druga suknia, bardziej skromna, choć z dużym dekoltem, nawiązuje do serii projektów Dolce & Gabbana inspirowanych sycylijskim barokiem. Dodatki – “burgundowa biżuteria oprawiana w złoto”, którą zakupiłem w… chińskim sklepie z tanimi błyskotkami. Z bliska tandeta, na zdjęciach piękne i naturalne dopełnienie. Niczym drogie rubiny osadzone w szlachetnym kruszcu. Magia fotografii. Kilka ostatnich ustaleń z modelką, kapelusz z dużym rondem, godzina i miejsce spotkania.

dziewczyna-z-005

Na zdjęcia umówiłem się w niedzielne popołudnie. Miejsce – moja ulubiona paryska dzielnica – Saint Germain. Wszystko przygotowane, więc sobotni spacer połączyliśmy z szukaniem inspiracji do konkretnych kadrów. Zabrałem ze sobą modelkę na razie tylko w mojej głowie.

Sobota, Paryż, chmara turystów pod katedra Notre Dame, chłopcy sprzedający zimną wodę z wiaderek. Przyjemnie więc wybrać się na spacer w mniej zatłoczoną część miasta.

Zatrzymałem się pod kościołem Saint-Sulpice. Nigdy nie byłem w tym miejscu. Bryła budowli robi na mnie niesamowite wrażenie. Stojąc przed symetryczną fasadą uświadomiłem sobie, że nigdy wcześniej tutaj nie dotarłem. Zdecydowałem się sprawdzić jak ten klasycystyczny, drugi, co do wielkości kościół Paryża, prezentuje się we wnętrzu. Lekki chłód, tak typowy dla kamiennej posadzki na chwile odwrócił moja uwagę, ale już po chwili wiedziałem, co skrywa idealna fasada. Wiedziałem, gdzie zacznę jutrzejszą sesje. Na placu przed kościołem znajduje się spływająca kaskadami fontanna – kolejne miejsce, które posłuży mi za plener. Idąc dalej szukałem urokliwych uliczek, znalazłem natomiast śliczną restauracje, gdzie usiedliśmy na popołudniową kawę. Niecodziennym zjawiskiem był fakt, iż wszystkie okoliczne kawiarnie pękały w szwach a w mojej pusto.

Trochę zaskoczony pomyślałem, że dzięki takiej sytuacji to może być naprawdę dobre miejsce na kolejne ujęcia. Zapytałem kelnera czy mógłbym następnego dnia zrobić kilka zdjęć pięknej kobiecie, tak ze 20 minut… Piękna kobieta – słowo klucz. Efekt – odpowiedz pozytywna. A ja? Ja już patrzyłem gdzie ją posadzę, jak będzie wyglądała, co będzie robić, trzymać, gdzie patrzeć, jak ułoży się światło… zniknął człowiek z kawą, został fotograf. W nastroju całkiem już fotograficznym ruszyłem na poszukiwanie kolejnych wyjątkowych miejsc. Natknąłem się na śliczną uliczkę, ze starymi witrynami sklepowymi. Kolejna idealna lokalizacja. Następnie placyk z małą fontanną, pomysł – w chłodnej wodzie modelka może zamoczyć zmęczone spacerem stopy.

Buty będa stały obok.

Gotowy kadr, idziemy dalej. Nad Sekwaną stoiska z książkami. Chochlik daje o sobie znać – by historia była ciekawsza muszę znaleźć okładkę starego magazynu z erotyką. I takie czasopismo mogłaby przeglądać! Ostatnią ciekawostką okazała się wypożyczalnia skuterów, przed którą stało sześć czerwonych Vesp. Idealne miejsce na kilka klatek na kolorowym filmie. Dam jej czerwona szminkę i niech przegląda się w lusterku jednego ze stojących skuterów poprawiając makijaż. Od razu przechylając się do przodu podkreślę dekolt i krągłość bioder. Plan wspaniały!

dziewczyna-z-003

Pytanie tylko czy zdążę zrealizować?

Niedziela, spotkanie około 14. Ostatnie poprawki fryzury wprawną ręką mojej żony, hiszpańska suknia i do kościoła. Niestety, pierwszy punkt planu okazał się niemożliwy do realizacji.

Niedziela to nienajlepszy pomysł na zdjęcia w obiektach sakralnych i choć nikt nas nie wyprosił odniosłem wrażenie, że nasza obecność przeszkadza zebranym. Niezrażeni niefortunnym wyborem czasu udaliśmy się pod kaskadową fontannę. Modelka niestety była jeszcze nieco spięta a do tego suknia nie chciała się ułożyć tak, jak planowałem. Nie szkodzi, przyzwyczaiłem się, że początki sesji nigdy nie są idealne. Udaliśmy się do pustej restauracji odprowadzani przez dziesiątki oczu, skierowanych na zjawiskową kobietę w hiszpańskiej sukni. W restauracji wspaniale! Modelka w końcu się zrelaksowała, atmosfera fantastyczna, więc zamiast 20 minut spędziliśmy tam 2 godziny. Miejsce hiszpańskich falban zajęła koronkowa suknia oraz spódnica i biała bluzka z niezliczoną ilością maleńkich guzików. Idealna godzina – nie było klientów, więc mimo „lekkiego” przedłużenia umówionego czasu obsługa nas nie wyprosiła.

W dodatku cała restauracja była tylko dla nas. Kelner donosił sok i z zaciekawieniem podpatrywał jak pracujemy. Dwukrotnie chciałem podać modelce chusteczkę, by otarła czoło i policzki. Niemniej w tej samej chwili pomyślałem, że może właśnie powinienem pokazać na fotografii ten upalny dzień. To także część tej historii. Po drodze w stronę Sekwany zatrzymaliśmy się przed pięknym wejściem do metra. Tam kilka zdjęć, jak się później okazało trochę zbyt „magazynowych”.

dziewczyna-z-001

Szybko zebrał się też tłum gapiów, jednak modelka mimo dyskomfortu dzielnie pozowała. 6 ujęć i ruszyliśmy dalej. Kolejny kłopot- placyk z małą fontanną postanowił się ukryć. Zmarnowaliśmy sporo czasu szukając go. Bez powodzenia. Powtórka ze skuterami, choć byłem pewien, że wiem gdzie to jest. No cóż, może po prostu w niedziele było zamknięte?

No nic… te zdjęcia zrobię następnym razem- pomyślałem. Dokończyłem więc film kilkoma ujęciami przy stoiskach z książkami.

Najwyższa pora kończyć sesje. Oboje zmęczeni i głodni uświadomiliśmy sobie, że czeka nas jeszcze spacer powrotny w okolice kościoła Saint-Sulpice.

Na najbliższe dni zaplanowaną miałem tą mniej przyjemną dla mnie część, a mianowicie wywoływanie, skanowanie… ale wiedziałem, że rezultaty zrewanżują mi to w zupełności.