Pamiętam, gdy pierwszy raz przed laty zobaczyłem z Przełęczy Lipnickiej pokryte ciemnym lasem stoki “Królowej Beskidów”. Byłem naprawdę pod dużym wrażeniem. Potem, co pewien czas przemierzałem babiogórskie ścieżki, poznając piękno tej części Beskidów. “Babia” pozostała dla mnie po dziś dzień bardzo wyjątkową górą. Duża w tym zasługa tych wszystkich ludzi, dzięki którym otoczono ją ochroną. Babią Górę udało się dzięki temu uchronić przed dużymi inwestycjami związanymi ze sportem i turystyką. Zachowała swoje pierwotne piękno. Mam nadzieję, że na zawsze, bo nie wyobrażam sobie, żeby kiedyś było inaczej.

Od kilku lat, po przeprowadzce i zamieszkaniu w wysokim bloku w Krakowie, Babia Góra jest ważnym elementem widoku jaki rozpościera się z mojego balkonu. Częściej niż dotąd, góra “przypomina” o swym istnieniu, co wywołuje u mnie spontaniczne zawołanie, oznajmiające domownikom, że “widać ją!”. Jednak co jakiś czas muszę kolejny raz “pojechać na Babią”. W 2014 roku mam zamiar odwiedzić ją kilkukrotnie w celach fotograficznych w związku z kompletowaniem materiału do realizowanego przeze mnie projektu “Rezerwat”.

W pierwszą majową sobotę, po wcześniejszym zarezerwowaniu noclegu w schronisku, wreszcie wyruszam na dwudniową wycieczkę. Rodzinną wędrówkę zaczynamy na Krowiarkach i stamtąd, górnym płajem idziemy w kierunku schroniska na Markowych Szczawinach. Jest zimno, pochmurno i mglisto. Dla mnie jednak takie warunki fotografowania mogą być interesujące, o czym szybko przekonuję się przekraczając próg lasu.

Fotografuję z górnego płaju, “z ręki”, używając Kieva 60 TTL z Flektogonem 2,8/65 i negatywu Ilford Delta 100. Pomiaru światła dokonuję, jak to zwykłem robić, małoobrazkową lustrzanką. Idąc do schroniska naświetlam prawie cały film – bez ostatniej klatki. To, co widzę przez obiektyw przed naciśnięciem spustu migawki, daje mi nadzieję na udane zdjęcia. Mgła tego dnia nadaje karpackiej puszczy specyficznego “klimatu”. Drzewa nikną stopniowo w oddali, co sprawia, że reglowy las wydaje się jeszcze bardziej niedostępny i ogromny.

Następnego dnia, po pobycie i noclegu w schronisku na Markowych Szczawinach, znowu pojawiam się na górnym płaju z aparatem. Pogoda poprawia się. Zza chmur wychodzi słońce. Połączenie ustępującej mgły i światła słonecznego stwarza inne niż wczoraj warunki do fotografowania. Znajduję odpowiedni kadr i robię ostatnią klatkę “delty”. Jak się później okazuje zdjęcie wychodzi niemal “baśniowo”. Zaliczam je do moich najlepszych.

FOT019

Z tej majowej wycieczki zostaną mi bardzo miłe wspomnienia – wspólnej górskiej wędrówki, pobytu i noclegu w schronisku, widoku wilgotnego lasu z niewielką ilością świeżo spadłego śniegu. Pozostaną też zdjęcia, które mimo tego, że powstały w celu poszukiwania wartości artystycznych, dokumentują piękno natury – fragmenty dzikiego babiogórskiego lasu, którego nie możemy pozwolić nikomu zniszczyć. I tak sobie myślę, że właśnie ten zawarty w nich przekaz jest najważniejszy.