W Pyskowicach znajduje się dużo pokolejowych budynków czekających już chyba tylko na ostateczne uderzenie buldożera. I tak oto po „Depo” znajdujemy się krok dalej, w pomieszczeniach, które jeszcze bardziej dają nam odczuć ich natychmiastową agonię mającą miejsce już dobrych kilkanaście lat temu.

depo-wejscie_03

Obecność w murach opustoszałych budynków zawsze budzi lęk i grozę, chociażby przed tym, czego nie widzimy, a słyszymy. I to miejsce właśnie nabiera pełnego wymiaru dopiero w wersji na żywo. Wyobraźcie sobie spacer po dworcu, którego żywa dusza nie widziała od prawie 20 lat.

Jednocześnie zza pokiereszowanych czasem okien dochodzą Was głosy przejeżdżających składów kolejowych, które wciąż tędy kursują, słyszycie rozmowy okolicznych kolejarzy i podróżnych. Ciarki. A teraz spójrzcie na zdjęcia. Pełne spokoju i wymownego porządku, który jak na tak długi okres czasu jest aż niemożliwy. Kontrast pomiędzy rzeczywistością, a obrazem i to taki niezamierzony ­skąd się bierze? Z wyobraźni.

Tak naprawdę dopiero po jakimś czasie zrozumiałem, że cały ten strach miał swój początek w wymyślonych, wymuszonych przez ludzki mózg scenariuszach. Ukojenie przynosi dopiero trzeźwe spojrzenie na wymowę tego miejsca. Spokój, cisza, ład i porządek, w miejscu, które zaznało tych cech dopiero po swojej śmierci.