W Otwocku znajdują się pozostałości po Zakładzie dla Nerwowo i Psychicznie Chorych Żydów założonym w roku 1908. Zwykle takie miejsca przyprawiają w nas uczucie strachu, a tym bardziej gdy ma się świadomość tego, że w czasie II wojny światowej została przeprowadzona tam akcja T4, podczas której psychicznie chorych zginęło 110 osób. W miejscu szpitala mieściło się w późniejszych latach sanatorium przeciwgruźlicze, a pod koniec lat 80 przywrócono go do pierwotnej postaci. Opuszczony został w 1998 roku.

Zofiówka to obiekt dla tych, którzy szukają miejsc mających swoją niepowtarzalną historię, trochę strasznych i przyprawiających o dreszczyk emocji.

tmx4hczi612005-szpital

Niejednokrotnie słyszałem, że nic tam nie ma, same gołe ściany i gruz, co skutecznie do pewnego czasu osłabiało moją ciekawość.

Teren, na którym znajduje się dawny szpital jest często przeze mnie odwiedzany, ponieważ właśnie tam najczęściej wybieram się w poszukiwaniu ciekawych kadrów. Bywałem naprawdę blisko, ale po prostu nie myślałem o tym, by wejść, sprawdzić i zobaczyć na własne oczy co kryją te stare mury. Dopiero kiedy zburzono starą restaurację i motel „Pod Dębami” – kultowe w czasach PRL-u- pchnęło mnie właśnie do Zofiówki. Głównie dlatego, że chciałem zapełnić czas swoim dzieciom. One lubią zwiedzać takie miejsca i ze mną fotografować. Pojechaliśmy. Było to w niedziele i niestety okazało się, że w weekendy obiekt opanowują fani paintball’a i ASG. Za nic nie dało się wejść, żeby nie oberwać przypadkowej kulki. Jednak ta krótka wizyta pozwoliła mi dojrzeć do podjęcia decyzji o kolejnym przyjeździe w środku tygodnia. Widziałem „wydajność” tego miejsca i od razu wiedziałem, że nie zrobię tam zdjęć tradycyjnych.

tmx4hczi612003-szpital

Zabrałem swojego praktycznie nieodłącznego pinhola. Nie miałem oczekiwań co do światła, bo nawet przy słabej pogodzie okna wystarczają. Wydłużą co najwyżej czas naświetlania. Dodaje to nawet uroku i podbija atmosferę miejsca. Podobnie jak graffiti i napisy, obrazki malowane przez różnych zwiedzających. Niektóre, nie powiem wpisują się świetnie w swoistą grozę miejsca. Ona chyba udziela się każdemu, kto choć trochę poczytał o historii Zofiówki.

tmx4hczi612001-szpital

Chodząc korytarzami, częściowo zawalonymi klatkami schodowymi, z sali do sali, nie sposób nie pamiętać o ludziach, którzy tu przebywali. Żyli, cierpieli, cieszyli się, patrzyli nie opuszczając kokonów swoich chorób i wyimaginowanych światów. Takie właśnie myśli mnie nachodziły kiedy powoli przemierzałem salki – cele. Niektórzy pewnie nawet patrzyli na te same drzewa, które teraz ja widzę. A może w nich widzieli coś innego… Nie da się wyłączyć wyobraźni i na chłodno przez to przejść.

tmx4hczi69002-szpital

Dla mnie szpital psychiatryczny jest miejscem o wiele bardziej ponurym, niepokojącym i budzącym więcej emocji niż każdy jeden szpital leczący jakieś ciężkie czy śmiertelne choroby. Nie wiem dlaczego. Szpital obłąkanych. Trochę w tym czegoś ponadnaturalnego. Ileż tam powstało nowych światów, rzeczy i znaczeń zrodzonych z choroby umysłu. Było to dla mnie mocniejsze niż świadomość mordu jakiego dokonali w nim Niemcy w czasie II wojny światowej. I ta wszechobecna cisza. Ona strasznie potęguje wrażenie. Ustawiłem aparat, nacisnąłem wężyk i czekałem. A za plecami ciemny korytarz. I cisza. Ma się wrażenie, że coś ją zaraz przerwie.

To chłodna cisza. Żadnego w niej spokoju. Osmalone mury, odchodząca płatami farba, cienie po instalacjach…
Mury pamiętające wszystko ale zawsze milczące. Z wyrzutem jakby. Aż się nieswojo robi.

Dlatego postanowiłem sfotografować to miejsce aparatem otworkowym. Cicho i powoli.
Bez dźwięku migawki. Nieostro. Jakby przez szybę, kalecząc obraz, dodając mu rytu. Myślę, że właśnie ta specyficzna dla otworka „nie perfekcyjność pani kadru” lepiej oddaje aurę tego miejsca.

Znam takich, którzy sami tam nie chodzą…